W zimny, jesienno – zimowy wieczór bardzo chciałam odwiedzić nieznane mi dotąd miejsce. Nie Włochy, do których jeżdżę, gdy jest mi smutno, nie Hiszpanię, bo dawno nie byłam, nie Chorwację, bo tam woda jest jakaś ładniejsza. Szukałam czegoś nowego, innego. W odmętach internetu znalazłam tanie loty do Kosowa. Skonsultować się z T.? Nie, bo znów powie, że są jakieś ważniejsze rzeczy do zrobienia. Ale co może być ważniejszego od poznania kraju, który w tym roku wchodzi w dorosłość?

 

Co wiemy o Kosowie?

Bilety do Pristiny kupione, a T. w odpowiedzi na kolejne wakacje odpowiada: A tam nie ma wojny? 

Otóż nie ma! W 2000 roku Kosowo stało się niezależnym państwem, ale ich odrębność i samodzielność akceptuje jedynie połowa państw świata. Reszta uważa, że wciąż są oni częścią Serbii.

Przyszedł maj i nasza podróż była coraz bliżej. Bilet lotniczy mieliśmy z lotniska Schönefeld w Berlinie. Nasza sytuacja finansowa jeszcze nigdy nie była na tyle komfortowa, żeby podróż gdziekolwiek nie napawała mnie lękiem o kasę. Tak było również tym razem. A może jednak spędzimy 3 dni w domu, nie robiąc nic? Może bez sensu jechać gdzieś na 3 dni. To na tyle krótko, że niewiele uda się zobaczyć. I tak nie zdążymy poznać kraju w tym czasie. Ale już mamy bilety… W sumie trochę ich szkoda. Zawsze możemy zostać w Prisztinie. I tak w kółko przez tydzień. W końcu stwierdziłam, że podróżowanie to jest to, co lubię najbardziej, a więc przestań marudzić i jedź.

 

Jak dotrzeć do celu, gdy wypłata już dawno się skończyła?

Tylko jak to zrobić? Lecimy pod koniec maja, a więc wypłata już dawno się skończyła, a trasa do Berlina za każdym razem zwiększa majątek Kulczyków (nieważne, że non stop coś tam remontują i stoi się w korku). W takich momentach pomocny okazuje się Bla Bla Car – nie dość, że na podróż składa się kilka osób, to jeszcze jest okazja, aby poznać ciekawych ludzi. A przecież o to chodzi w podróżowaniu. W nowych miejscach jedzenie może być spoko, znajdą się też przepiękne miejsca, ale po kilku latach, jedyne co pamiętasz, to ludzi!

Nie musieliśmy szukać długo – umówiliśmy się z dwoma chłopakami, młodzi 25-letni, ale bardzo różni. Jeden jechał do Berlina, bo tylko tam jest dobra muzyka, drugi zakochał się w Polce i na stałe mieszka w Warszawie, ale właśnie postanowił odwiedzić rodziców w Hamburgu.

A więc jedziemy. A ponieważ T. bardzo lubi być przed czasem, na samolot o 17.00 wyjechaliśmy o 7 rano! Bo czemu nie! Trasa na szczęście przebiegła prawie bezproblemowo, było tylko kilka niewielkich korków, więc w Berlinie byliśmy kilka minut po 12.00

Ostrzeżeni przez jednego z chłopaków, że do centrum się nie wjeżdża samochodem starszym niż… (tutaj powinna być liczba, której nie pamiętam), a nasz, chociaż niezawodny, młodzieńcem już dawno nie jest. Stanęliśmy więc przy metrze, aby mieć później blisko na lotnisko i wybraliśmy się na zwiedzanie.

 

Berlin w kilka godzin

Ja w Berlinie kiedyś już byłam, T. za to po raz pierwszy, więc naszym celem była Brama Brandenburska. Wysiedliśmy z metra niedaleko niej i idąc w jej stronę ciekawszym dla niektórych okazało się muzeum motoryzacji 😉

 

 

Na szczęście do Bramy też doszliśmy (jest i fotka :))

 

 

A ponieważ była piękna, słoneczna pogoda, udaliśmy się w kierunku Kreuzbergu (targowiska, hipsterzy i te sprawy ;)) Tak sobie szliśmy, mijając uliczki, mur, murale, ludzi i knajpki i było po prostu bosko.

 

 

 

 

 

 

Niestety samolot był o konkretnej godzinie i bardzo nie chcieliśmy się spóźnić, więc zjedliśmy kanapki z Polski i skierowaliśmy się na lotnisko.

O 18.12 mieliśmy samolot, a o 20:28 byliśmy na miejscu.

 

Jak dojechać z lotniska do Prisztiny?

 

 

Próbowałam na różne sposoby znaleźć tanią opcję i nawet gdzieś w odmętach internetu pojawiło się światełko, że jeździ coś takiego jak bus, ale niestety o 16.00 był ostatni.

Generalnie na lotnisku jest masa taksówek, które zawożą ludzi za 15 euro od osoby.

Nam się udało w obie strony przedostać za 15 euro za 2 osoby (przyjechał po nas chłopak, u którego spaliśmy), ale nie byłam usatysfakcjonowana taką „oszczędnością”. Gdyby nasze loty były w sensownych godzinach chętnie przespacerowałabym się do miasta. W końcu nigdy nie widzi się tak dużo, jak podczas spaceru 🙂

 

Co udało się nam zobaczyć?

 

Miasto nocą

 

Obiad za 2 euro

 

Miasto wczesnym rankiem

 

Monument New Born

 

Pomniki Clintona

 

Krowy na ulicach

 

Szczęśliwych staruszków w środku lasu

 

Monastyr wybudowany w XIII wieku –  był rezydencją serbskich arcybiskupów

 

Kanion Rugova

 

Rzekę Biały Drin

 

Wodospad Białego Drinu

 

 

 

Jaskinię w miejscowości Radac

 

Miasto z gory (i z pola)

 

Patrząc na liczbę wspomnień i zdjęć, które posiadamy, stwierdzam, że było warto 🙂