Czaję się i czaję, bo chciałabym Wam napisać o kraju nieidealnym, ale moim ulubionym 😊 Tylko jak się do tego zabrać? Zacząć od konkretnego regionu, miasta, przygody? A może chronologicznie? Albo od miejsc najbardziej wartych zwiedzenia… Pewnie byłoby mi łatwiej, gdybym właśnie zakończyła jakąś wyprawę do Włoch, ale tak nie jest. Powiem więc w kilku zdaniach, za co kocham i jednocześnie nienawidzę Neapol 🙂

 

Jak można się dostać do Neapolu?

Na przykład z Katowic za mniej niż 100 zł w obie strony 🙂 Sumarycznie nie wychodzi to najtaniej na świecie, bo do stolicy Śląska też trzeba jakoś dojechać, ale że ja lubię tam być, moje włoskie wycieczki kilka razy właśnie tam miały swój początek. Na pół godziny przed planowanym startem z Warszawy (oczywiście wybrałyśmy opcję samochodową) zorientowałam się, że nie mam podbitego dowodu rejestracyjnego. No cóż, nigdy nie przywiązywałam zbyt dużej wagi do formalności, ale luby nie pozwolił mi jechać naszą furką. Na szczęście Gosia miała swoją niezawodną Opel Corsę (potocznie zwaną czerwoną błyskawicą i tak, wiem, że Opel jest rodzaju męskiego, ale Corsa to zdecydowanie kobieta :)), więc podróż nie była zagrożona. Zebrałyśmy się, są bagaże, jedziemy do Katowic 😊 Corsa mknie całe 80 km/h, bo przy 100 km już nie dało się rozmawiać. W czasie drogi okazało się, że Gosia podczas remontu przewoziła Corsą sporo płytek i urwała rurę wydechową. Mimo, że było to kilka miesięcy wcześniej, po zapakowaniu nas dwóch i bagaży Corsa przypomniała sobie o starych niedociągnięciach. 300 km do Katosków jest, więc trochę nam zajęła ta podróż, ale dotarłyśmy.

 

 

Minusowa temperatura zupełnie nam nie straszna

Nad ranem miałyśmy samolot i szczęśliwie doleciałyśmy na lotnisko, na którym była kilku centymetrowa pokrywa śnieżna. Ale przecież jesteśmy twarde, a poza tym kto by brał zimową kurtkę do Włoch? Zostawiamy je w samochodzie i biegiem przemieszczamy się w kierunku lotniska.

 

Analog w plecaku po raz pierwszy i ostatni

Na tej wycieczce wyjątkowo miałam ze sobą analogowy aparat – taki na film fotograficzny (nie na kliszę ;)), więc będziecie mieli okazję zobaczyć Neapol w zupełnie innych kolorach. Takie aparaty mają jednak pewną wadę – można zrobić tylko tyle zdjęć, ile ma się ze sobą filmów, a ja miałam 1 ;). Dodam również, że są ciężkie, więc to była pierwsza i ostatnia podróż, na którą zabrałam tego typu sprzęt.

 

Neapol w 3 dni?

A więc jesteśmy pierwszy raz na wycieczce we dwie i to we Włoszech. Mamy 3 dni i zero planów 🙂 Udało nam się dotrzeć na dworzec Garibaldiego – przeraźliwy gigant, pełen imigrantów sprzedających podrobione torebki Versace. Przechodząc z punktu A do punktu B należy trzymać plecak, a właściwie portfel bardzo blisko siebie, bo w tym roku jakiś nie najlepiej wyglądający Pan chciał mi zwędzić etui do okularów. Ok, miałam je w bocznej kieszeni plecaka, na widoku, miało odblaskowy żółty zamek, ale żeby tak od razu je sobie przywłaszczać? Kątem oka przyuważyłam ten zamek w jego ręku i odebrałam twierdząc, że to moje. Poburczał coś pod nosem i odszedł. Na szczęście, bo gdyby był bardziej bojowy, mogłabym stracić nie tylko opakowanie od okularów.

 

Artecard naprawdę ułatwia życie

Ale wróćmy do 2015 roku, kiedy to na wspomnianym już dworcu Garibaldiego dowiadujemy się, że w Kampanii jest coś takiego jak Campania Artecard – cudowna 3-dniowa karta, która pozwala jeździć pociągami po całej Kampanii i wejść za free do 2 muzeów. W naszym odczuciu – idealne rozwiązanie dla niezbyt zamożnych dwóch osób 🙂

 

No i co tu teraz robić?

Plan jest taki: szybko zwiedzamy Neapol, kawka, pizza, kawka, pizza, kawka i zmykamy zobaczyć pobliskie miasteczka – Pompeje z Wezuwiuszem, Sorrento i Positano.

Dotarłyśmy do naszego hostelu, którego nazwy już nie pamiętam. Były tam przeurocze papugi i niezwykle pomocny Pan. Wyposażył nas nie tylko w mapy, ale również w podstawowe informacje. W planie miałyśmy kiedyś tam wrócić, ale to Gosia rezerwuje noclegi podczas naszych wspólnych wyjazdów i tej obietnicy nie zrealizowała 😉

 

Ostoja spokoju

 

Gdzie zjeść pizzę?

Zapytałyśmy się o pizzę i zostałyśmy pokierowane do L’Antica Pizzeria da Michele – na szczęście była blisko. Weszłyśmy do środka, nie zwracając uwagi na tłum ludzi, stojący przed knajpą. Jak się później okazało, również czekali na swój stolik, bo ta pizzeria jest najsławniejsza w Neapolu. Widząc zdjęcia Foresta Whitakera i Julii Roberts byłam prawie taka dumna, jakby odwiedzili moją własną knajpkę. Nic dziwnego, że robi się tam rewelacyjną pizzę, skoro mają tylko 2 rodzaje. Każdy by doszedł do perfekcji robiąc codziennie setki margherit i marinar. Ale muszę im przyznać, że pizzę mają obłędną!

 

Neapol to straszny syf

Później spacer brudnymi ulicami, oglądanie meneli i bezdomnych, a także gigantycznych gór śmieci. Bo jakby ktoś kiedykolwiek miał wątpliwość, Neapol jest śmieciowiskiem Włoch. Reklamówki są nawet na drzewach, na środku chodnika można spotkać punkty śmieciowe – wyobraźcie sobie, że w tym miejscu powinien stać wielki zielony śmietnik, ale ktoś go zabrał, a śmieci zostały. Zupełnie inaczej niż w Japonii, w Neapolu nie można jeść z podłogi, nie można nawet na niej siadać, a w sumie stanie w butach też jest troszkę obrzydliwe 😉

 

Coś urokliwego też się znajdzie

Na szczęście jest kilka parków, gdzie można było odetchnąć.

 

Park Giardini del Molosiglio

 

I poznać i poobserwować ciekawych ludzi

 

 

Podczas spaceru lungomare, czyli po prostu wzdłuż morza, dostrzegłam panią i psa. Czyż nie są urocze? 🙂

 

 

Późnym wieczorem wracamy do hostelu szczęśliwe, że wciąż żyjemy 😉

 

Jak dotrzeć na Wezuwiusz?

Z samego rana biegiem na Garibaldiego, bo czeka na nas Vesuvius – tak, właśnie ten mega niebezpieczny wulkan, który w 79 roku zniszczył Pompeje i Herkulanum. Jedziemy pociągiem do Pompei, tam autobusem miejskim na parking u podnóża Wezuwiusza, a później nogami na krater. Niestety z kondycją fizyczną u mnie troszkę na bakier, a wchodzenie pod górę to już nawet mały dramacik. Dzięki temu Gosia napstrykała dużo fotek, bo ja robiłam przerwę co 20 kroków, a Wezuwiusz ma teraz podobno 1280 metrów. Tak czy siak, weszłyśmy! Ale aby wejść na krater, trzeba było zapłacić 10 euro – jakaś firma, nadmienię, że prywatna, zarządza tam biznesem wulkanicznym. Nieźle, nie? 🙂

 

 

Positano i Sorrento

Następnego dnia nadszedł czas na najpiękniejsze miejsca w Kampanii – kaskadowo położone Positano i widok na niezwykle romantyczny zachód słońca w Sorrento. Brakuje mi słów, aby opisać te miejsca. Myślę, że trochę dzięki nim stwierdzam, że będę do Włoch latać tak długo, aż zwiedzę wszystkie małe miasteczka, winnice, plaże i magiczne zakątki.

 

Co to znaczy poznać człowieka?

Jadąc autobusem po tych zakrętasach poznałam przemiłego Pana, który przez 20 lat mieszkał w Anglii. Teraz już jest na emeryturze i właśnie wracał z sąsiedniej miejscowości, do której pojechał na kawę. Opowiadał mi o tym jak powstają miasta na skałach, jakie mają problemy z systemem hydraulicznym, jak ciężko jest wybudować tam dom i jak trudno jest żyć w miastach typowo turystycznych. No i tak to już jest, że można być w najpiękniejszych miejscach, a ja i tak z wycieczki najbardziej pamiętam twarz tego starszego już Włocha, który poświęcił mi czas i okazał odrobinę zainteresowania i uwagi.

 

Neapol i Papież

Ostatni dzień okazał się dla nas wyjątkowo łaskawy – do Neapolu przyjechał Papież! A wiecie co to oznacza? Ktoś w jedną noc posprzątał wszystkie śmieci. Dosłownie wszystkie. Nie wiem ilu ludzi było w to zaangażowanych, ale rano miasto nas urzekło. Na szczęście wszyscy neapolitańczycy pojechali zobaczyć się z Ratzingerem (my też próbowałyśmy, ale szybko zaniechałyśmy realizacji tego pomysłu), więc my czystymi i zupełnie pustymi ulicami i środkami komunikacji przemieszczałyśmy się i odwiedzałyśmy muzea 🙂

 

Neapol, Ratzinger
Nie tylko Gosia chciała zobaczyć Papieża 🙂

 

Pizzy już wystarczy!

Niestety Papież uniemożliwił nam dotarcie do ulubionej pizzerii – jak miło by było wtrząchnąć kawałek na pożegnanie. Ci oto przemili policjancie skutecznie nas przyblokowali 😉

 

Neapol, Policja
Bezpieczeństwo jest najważniejsze

 

Neapol po raz kolejny

Na ten moment byłam w Neapolu już 3 razy. Za każdym razem jestem zszokowana brudem, chaosem, ilością samochodów. Ale pojadę po raz kolejny, aby zjeść Pizzę, napić się kawy w knajpce z widokiem na Wezuwiusza, odwiedzić Muzeum Madre i przespacerować się ulicami miasta, które zawsze będzie mnie zaskakiwać.