Przychodzi taki moment, kiedy okazuje się, że Twój znajomy ma już wszystko. A jeżeli nie ma wszystkiego, to na realizację pozostałych marzeń tego człowieka albo Cię nie stać (chyba, że wygrasz w totka), albo wcale Ci się nie podobają i po prostu nie chcesz ich realizować. Wiecie, że taką osobę całkiem lubicie, chcecie, aby było nieszablonowo i dość ciekawie. W odpowiedzi na pytanie: co kupić na urodziny, mam dla Was pomysł na fajną trasę po Hiszpanii i Portugalii. Tanie loty do Santander znacząco ułatwiają sprawę 😉

W skrócie trasa wygląda tak:

Dzień 1.

Santander to stolica malowniczej Kantabrii. Liczy ok. 170 tysięcy mieszkańców, a nam kojarzyło się jedynie z bankiem 😉 0 9.35 byliśmy już na miejscu. Po przyjechaniu na lotnisko przemiła pani w informacji dała nam mapę z wieloma cudownymi atrakcjami:

– jaskinią Altamira – gdzie można podziwiać prehistoryczne malowidła naskalne

– parkiem przyrody Cabarcento

– Picos de Europa

Niestety, nasze plany były trochę inne. Normalnie byśmy skorzystali z polecenia, ale tym razem wiedzieliśmy, co chcemy zobaczyć oraz kiedy i gdzie być.

Odebraliśmy auto i tutaj zaczęła się cała przygoda 🙂 Z reguły ja rezerwuję bilety, hotele i samochody. Tak było też tym razem. Na miejscu okazało się, że w wypożyczalni na H osoba rezerwująca musi być jednocześnie kierowcą. A wiece, trasa niczego sobie, ja miałam w planie relaks i cykanie fotek. Ale jak się dowiedzieliśmy, że drugi kierowca praktycznie podwaja nam koszt wypożyczenia samochodu, podjęłam męską decyzję. Bardzo to ucieszyło T., ponieważ jak na prawdziwego urlopowicza przystało, codziennie do śniadania mógł zamówić sobie piwo. A niech mu będzie!

 

Co zwiedzić w Santander?

W kilka godzin można między innymi zwiedzić port

 

Port w Santander

 

W porcie można podziwiać pomysłowe rozgraniczenie pasów ruchu

 

Bardzo spodobały się nam rzeźby Los Raqueros – dzieci, które żyły na ulicach Santander i „oczyszczały” statki, a w zasadzie wraki statków z tego, co zostało. Trudnili się również w wyławianiu przedmiotów, które wpadły do wody, w zamian za co otrzymywali napiwek.

 

Los Raqueros

 

Centro Botin to przestrzeń, w której współgrają muzyka, sztuka, teatr, film i literatura. Architektem był Włoch Renzo Piano, który w weku 79 lat wymarzył sobie budynek, który miał latać.

 

Centro Botin

 

Centro Botin

 

Widok na Santander w Centro Botin

 

Przeszliśmy się również wzdłuż prawie puściutkiej Punta de San Marcos

 

Punta de San Marcos

 

Tutaj mamy mały przedsmak kafelkowego świata Porto, oczywiście w wersji hiszpańskiej 🙂

 

Kafelki

 

Spacerując trafiliśmy wreszcie na półwysep la Magdalena – cały teren to ok. 25 ha

 

Mapa Półwyspu Magdaleny

 

Palacio de la Magdalena

 

Latarnia morska

 

Radość

 

No i doszliśmy do pałacu 🙂 Trochę musieliśmy poczekać, aż wszyscy turyści zejdą nam z kadru, ale co tam. Nigdzie nam się nie spieszyło 🙂

 

Pałac

 

Wracając minęliśmy 3 karawele (żaglowce o wysokich nadbudówkach, zwykle wyposażone w działa) – legenda głosi, że są to repliki tych należących do Krzysztofa Kolumba.

 

Karawele w Santander

 

 

Na koniec trafiliśmy do mini zoo z fokami i pingwinami 🙂

 

Relaks w wykonaniu foki

 

Niestety nie udało się nam ustalić, czy mają dostęp do morza, ale żyję nadzieją, że tak.

Zwiedzanie Santander zajęło nam mniej więcej 4 – 5h, a więc ok. 15.00 wyruszyliśmy do Gijon. Mieliśmy do pokonania prawie 180 km i własnie tam planowaliśmy zjeść obiad. W czasie drogi rozpoczęliśmy zabawę w polowanie na byki – symboli Hiszpanii. Taki oto pojawił się na odcinku do Gijon.

 

Byk nr 1

 

Co można zwiedzić w Gijon?

Zmieniliśmy prowincję na Asturię i większość przewodników po stolicy tego regionu rekomenduje zobaczenie:

  • Acuario de Gijon
  • ogród botaniczny Atlántico
  • ogromny budynek Universidad Laboral
  • zamek i dzielnicę Cimadevilla
  • rzymskie łaźnie

 

My jednak wybraliśmy opcję szlajania, którą jak zwykle zaczęliśmy w porcie 🙂

 

Ten port to taka bardziej przystań jachtowa

 

Takie lubię najbardziej

a następnie przeszliśmy do dzielnicy Cimadevilla

 

Cimadevilla

 

Na fotkę zasłużyła też rzeźba Nordeste

 

Nordeste, rzeźbiarz: V. Turcios

 

Chcieliśmy pójść do knajpki zaproponowanej przez google, ale niestety już nie działała. Zamiast niej, kilka przecznic dalej, znaleźliśmy to:

 

Zawsze marzyłam o takiej liczbie kwiatów na balkonie

 

Głodni i zmęczeni weszliśmy z ulicy do baru Casa Fernando i mam wrażenie, że lepiej nie mogliśmy trafić.

 

Bar Casa Fernando

 

Zamówiliśmy smażone kalmary, które były IDEALNE – nie gumowe, nie ciągnące się, lekko przypieczone, świeże i pyszne. Kelner zarekomendował nam cydr i prawdziwą atrakcją było to, jak nam go podali. Kelner zwany escanciador z wysokości ok. metra bezbłędnie przelał go do szklanki, lejąc po brzegach. Osad pozostał w butelce. Dlaczego tak się robi? Trunek podczas nalewania miesza się z powietrzem, wydobywając smak i aromat napoju. Należy wypić go możliwie szybko, najlepiej naraz, aby nie uległ rozwarstwieniu. Asturia jest bowiem krainą słynącą z ponad 500 ha sadów, o czym dowiedzieliśmy się dopiero tam będąc 🙂

 

Na noc trafiliśmy do Aviles

Same miasteczko nie powala, w hostelu śmierdziało papierosami i nie domykały się okna, także pamiętajcie, pensjonatu El Parque nie polecamy 😉

Widok z pensjonatu

 

Ale za to plaża de Salinas… Mogłabym tam spędzić całą noc 🙂

 

Przespacerowaliśmy się wzdłuż plaży, aż do końca tej skały, która widać na zdjęciu. Na samym końcu czekało na nas Museo de Anclas Philippe Cousteau:

 

 

Popiersie Philippe Cousteau

 

Popiersie Philippe Cousteau

 

Warto było prawie biec, aby zachód słońca zobaczyć właśnie z tego miejsca 🙂

 

 

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to był długi i aktywny dzień, ale było warto. Dzień pierwszy z siedmiu…