Tak się jakoś szczęśliwie złożyło, że od cudownej osoby otrzymaliśmy voucher na domki na wodzie. Tak, wspomniałam jej o tym kiedyś i faktycznie bardzo chciałam spędzić weekend w takiej scenerii, więc prezent trafiony w 100%. Specjalnie zarezerwowałam termin w październiku, bo liczyłam na pochmurne, lekko już mroźne dni, widok wody za oknem, a ciepło kominka w środku. No i oczywiście dużo książek. Plan był idealny, a skończyło się jak zwykle 😊

 

Atrakcje po drodze

W drodze do Mielna zahaczyliśmy o Olsztyn, aby zostawić tam ¼ naszej rodziny. W sumie przerwa po 200 km jest całkiem wskazana i nawet przyjemna. Następnego dnia rano ruszyliśmy nad morze, planując skoczyć na śniadanie do Ostródy i na obiad do Gdańska. Do domku mogliśmy wejść dopiero o 16.00 i jakoś musieliśmy zagospodarować ten czas. T. lubi prowadzić samochód, ale po co się męczyć przez 4h non stop, skoro można ten czas sobie urozmaicić.

 

Lubię ten poranny spokój

 

 

Ostróda o 8.00  jest wymarłym miastem – kawiarnie nieczynne, restauracja przy deptaku od 12.00, ludzi prawie nie widać, ale za to mikro korki na ulicach już były. Park przed biedronką prawie full, w końcu mamy poniedziałek, ludzie przez weekend zjedli wszystko. Robimy więc szybką rundkę po deptaku, pstrykamy zdjęcia co ciekawszym obiektom i nieusatysfakcjonowani brakiem kawy jedziemy dalej.

 

 

 

Na szczęście po drodze jest znany wszystkim fast food, bez którego wiele szkolnych wycieczek nie miałoby sensu. Z kawką dojeżdżamy do Gdańska, tylko co tam robić, jak ma się 2h wolnego? Orłowo za daleko, w Sopocie niedawno byliśmy, starówkę też znamy już całkiem nieźle… No dobra, T. nie był na Westerplatte, a więc jedziemy. Od parkingu samochodowego do miejsca docelowego jest jakieś 15 minut spacerkiem. A że dzień był piękny, więc poszliśmy 😊 Dla niewtajemniczonych Westarplatte to symbol wybuchu II wojny światowej i oporu przeciw hitlerowcom.

 

 

 

Przyszła pora na odwiedzenie starych znajomych, z którymi mieliśmy wspólną przygodę foodtruckową. Dla Primo Piatto skończyła się ona otworzeniem restauracji, dla mnie zmianą pracy. Obie strony są teraz szczęśliwsze, a u Magdy i Piotrka można zjeść naprawdę pyszną pizzę!

 

No i jedziemy dalej. Świeci słońce, jesteśmy najedzeni, otacza nas przyjemna aura, więc resztę drogi T. pokonuje w samotności, bo ja zasnęłam 😊 Na szczęście ustawiłam nawigację, więc piękno krajobrazów Pomorza, małe drogi i wciąż zielone pola znam tylko z opowieści.

 

 

Zatrzymujemy się przed bramą ogrodzonego ośrodka, w którym są nie tylko domki na wodzie należące do firmy HT Houseboats, ale również na drzewach i na plaży, których właścicielem jest Herbals & SPA. Wspólna przestrzeń wyposażona jest w gry planszowe i outdoorowe (boisko do siatkówki, tenisa), kajaki, rowery wodne, rowery lądowe 😉, park linowy oraz plac zabaw dla dzieci. Jest również miejsce na ognisko. Ale po kolei, najpierw domek.

 

 

Ciasny, ale … tylko na 2 noce

Nasz domek był wybitnie mały – jak włożyliśmy 2 torby z ubraniami i sprzętem foto (a nie mieliśmy go jakoś bardzo dużo), to ledwo mogliśmy się przemieszczać. Składał się z pomieszczania salonowo – kuchenno – sypialnego i wydzielonej łazienki. Wyposażony został w łóżko piętrowe (po 2 osoby na każdym poziomie), aneks kuchenny z 2 palnikową płytą, zlew, talerze, miseczki, kubki, mikrofalówkę i lodówkę. A! i jeszcze jakiś sprzęt grający. Niektóre szuflady ciężko było zamknąć, z innymi męczyliśmy się przy otwieraniu 😉 Łazienka była mała i trochę obskurna, miała za to duże lustro. Nie działała pompa do wypompowywania wody, co mi oczywiście nie przeszkadzało, ale T. wszczął alarm, jak zaczęło nam zalewać pokój (na szczęście wykazał się, jak na mężczyznę przystało, i pompę naprawił).

 

 

Na przywitanie czekało na nas ciasto i winko, więc bardzo miło 😊 Z nową dawką energii ruszyliśmy w Mielno na zwiedzanie i pierwszy rzut oka na morze. Domki, choć nad wodą, są nad Bałtykiem, ale nad jeziorem Jamno, a to się nie liczy. Mielno o tej porze roku jest miastem zupełnie pustym. Knajpki pozamykane, imprezownie nieczynne, ludzi brak. Ale czy nam to przeszkadza? Raczej nie bardzo, tyle tylko, że głodni jesteśmy. Ale na szczęście są tanie markety 😊

 

 

Wczesnym wieczorem wracamy (ciemno robi się o 18.00, a o 18.30 jest też zimno), jemy i czas na książki. Rozpaliliśmy kominek, bo mieszkając w bloku nie za często mamy okazję Nie za długo oczywiście, bo następnego dnia ruszamy na wyprawę rowerową.

 

Widzicie blachę po lewej stronie – takich niedoróbek jest w domku nr 9 całkiem sporo

 

I tak już jest, że jak człowiek zasypia o 22.00, to budzi się o 6.00 i niestety jest już głodny. Znaleźliśmy jakieś resztki z wczoraj i o 9.00, jak panie z obsługi przyniosły kosz ze śniadaniem, można powiedzieć, że się na nie rzuciliśmy. Nawet nie zrobiliśmy kawki do śniadania, bo zajęłoby to za dużo czasu. Ale zdecydowanie było to bardzo, ale to bardzo miłe śniadanie. Jak do tej pory, nasz nr 1 wycieczki do Mielna 😊

 

 

Pojedzone, T. odbył tradycyjną drzemkę po posiłku (każdym) i czas na aktywności zwykłego człowieka. Spacer był wczoraj, więc dzisiaj idziemy na rowery. Trasa zupełnie niezaplanowana, jedziemy na żywioł.

 

Niedaleko bunkrów powstaje ścieżka edukacyjna – to jest pierwsza z 4 szyszek, które można spotkać w lesie w Mielnie

 

 

 

Podobno jeleniowi kilka razy do roku znika poroże mimo tego, że stoi przy samym posterunku

 

Z czym Wam się kojarzy wypad nad morze?

Nie wiem czy wszyscy tak mają, ale ja tak. Morze = gofry. Tylko gdzie tu zjeść swój przysmak, skoro otwarty jest tylko kebab i słabo wyglądająca pizzeria. Od południa myślałam o tym intensywnie i wyobraźcie sobie, że się udało. Szukając wjazdu na betonową ścieżkę wzdłuż plaży, koło właśnie znalezionej kawiarni (która mogłaby być alternatywą do słodkości) kątem oka zauważyłam, jak odsłania się żaluzja w budce z napisem gofry. Na sercu mi ulżyło. Do Pana Sprzedawcy podszedł Inny Pan i zapytał:

IP: Siema, przecież miałeś już zamknąć sezon…

PS: No tak, ale nie miałem, co robić, a ładna pogoda dzisiaj, więc pomyślałem, że otworzę

No niech mi ktoś powie, że podświadomość nie istnieje! 😉 Mogliśmy wjechać innym wjazdem albo 10 minut wcześniej, albo Pan Sprzedawca byłby na spacerze z psem 10 minut dłużej i byłoby po gofrach. Jednak nie, udało się! Miałam co prawda myśl, że bita śmietana może okazać się nie najlepszym pomysłem, ale zaryzykowałam.

 

Jegomość tuż obok budki z goframi

 

Czego chcieć więcej?

Kolejne 20 minut jechaliśmy wzdłuż morza, były fale i trochę spacerujących osób, słońce i my.

 

 

Wróciliśmy do domku i nadszedł czas na fotki zachodu słońca, a następnie czytanie. Nie wiem czy mieliście przyjemność trafić na Elenę Ferrante i jej 4 książkową historię dwóch przyjaciółek? Jeżeli nie, to szczerze polecam. Ja szybko zasypiam przy książkach i dodatkowo też bardzo wolno czytam, ale 500 stron Historii nowego nazwiska pochłonęłam w 72 godziny.

 

 

Jeżeli ktoś preferuje imprezy i aktywne wieczorne życie, to Mielno się do tego w październiku zupełnie nie nadaje. Natomiast spacery, rowery, książki i relaks można tam z powodzeniem realizować. My w 3 dni naładowaliśmy baterie do pełna 😊