Dzień 3

Dwa dni za nami i właśnie dzisiaj jedziemy do Portugalii! Porto czeka. Wstajemy rano, fajnie byłoby powiedzieć, że o wschodzi słońca, ale aż tak dramatycznie nie było. Hotel Vigo, jako jedyny z tych przez nas wybranych, oferował śniadania. A ponieważ dopiero od 8, musieliśmy poczekać. Idąc na stołówkę przyuważyłam nasz samochód – ten biały. Myślicie, że doszło do bliższych kontaktów między nimi?

 

Porto
A może po prostu ktoś nie zaciągnął ręcznego?

 

Najedzeni ruszamy w drogę, bo mamy dzisiaj do pokonania 150 km, aby dotrzeć do Porto. Mimo, iż to ja prowadziłam samochód, podróż minęła szybko, gdyż umilały ją piękne widoki. Do tej pory z portugalskich miast znana mi była jedynie Lizbona, w której spędziłam kilka dni. Czekałam tam, aż zapanuje porządek w komunikacji powietrznej po wybuchu wulkanu na Islandii.

 

Porto

 

Jak można opisać Porto?

Nie wiem od czego zacząć… Pierwsze wrażenie – czad. Stare kamienice, cudne kafelki, ciekawe ukształtowane terenu, przyjaźnie wyglądający ludzie, no i te słodycze…

A zaczynając po kolei czas na trochę historii 🙂 Porto położone jest po dwóch stronach rzeki Duoro i od czasów rzymskich pełniło ważną rolę ośrodka handlowego. Nazwa miasta pochodzi od portu Cale, która przyjęła się za panowania Wizygotów. Tereny wokół miasta i dolina rzeki Duoro znane są na całym świecie z hodowli winogron i praktycznie od zawsze wino było tutaj głównym towarem wymiennym.

Chcąc zaparkować samochód i się zaczekinować, musieliśmy opuścić centrum. Gdy dotarliśmy, na miejscu nie było nikogo, kto mógłby dać nam klucz do pokoju, bo recepcję otwierali za 2 godziny. Poszliśmy więc na szybką kawę i coś słodkiego. I niestety obrzeża nie wyglądają już tak czadersko. Kamienice się sypią, witryny sklepowe przerażają pustkami, widać, że okoliczni mieszkańcy na przepych nie narzekają. Biorę poprawkę na to, że my podróżujemy budżetowo, więc wybrana przez nas noclegownia mogła być w najbiedniejszej dzielnicy miasta, ale jak się później okazało w ostatnich latach Porto trochę opustoszało.

 

Porto

 

Porto

 

Porto

 

Porto

 

Porto

 

Porto

 

Ajzulejo

czyli ceramiczne płytki, z których w całym mieście stworzone są przepiękne mozaiki. Na domach, kościołach, ulicach. To właśnie dzięki nim Porto ma taki urok i niezapomniany styl.

 

Porto

 

Porto

 

Porto

 

Co zwiedzić w Porto?

Mamy jeden dzień, więc wybraliśmy szwendanie się po mieście z uwzględnieniem kilku naszym zdaniem istotnych punktów programu 🙂

 

Porto
Tam na wzgórzu jest katedra Sé do Porto

 

Porto
Na tym placu była super klimatyczna kawiarnia, ale zabicie mnie – nie pamiętam, gdzie to było 🙂

 

Porto
A to widok na kamienice niedaleko uniwersytetu

 

Nie mogło zabraknąć targowiska, pełnego oczywiście warzyw, owoców, lokalnych przysmaków, ale również ubrań i staroci 🙂

 

Porto

 

Porto

 

Poniżej nic nadzwyczajnego – radośni ludzie pośród zieleni. Miło było na nich przez chwilę popatrzeć.

 

Porto

 

Ach te niebieskie płytki!

Z reguły nie wrzucam zdjęć kościołów czy innych świątyń (albo przynajmniej staram się publikować ich niewiele), ale w Porto nie mam wyjścia. Te na Kościele Igreja do Carmo są po prostu cudne 🙂

 

Porto

 

Poniżej bok kaplicy de Santa Catarina, zwanej również Kaplicą Dusz.

 

Porto

 

XVIII wieczny kościół św. Ildefonsa – pokryty jest ok. 11 000 płytek.

 

Porto

 

Widok z góry na plac Praça Almeida Garrett. Na wprost znajduje się  kościół Igreja de Santo António dos Congregados

 

Porto
Azulejos zostały wykonane przez Jorge Colaço – jednego z pierwszych twórców portugalskich płytek

 

Budynek po prawej to stacja kolejowa Sao Bento – jeden z najczęściej wymienianych obiektów z kategorii „must see”. W jej wnętrzu jest ponad 20 000 płytek azulejos, składające się na sceny z życia Porto. Zajmują one ponad 550 metrów kwadratowych. Dworzec zlokalizowany jest na terenie  klasztoru Mosteiro de São Bento de Avé-Maria, pochodzącego z XVI wieku. Wejście na stację kolejową jest bezpłatne – takie miejsca lubimy najbardziej 😉

 

Porto

 

Porto
Zdobycie Ceuty w 1415 r. – anegdota mówi, że mieszkańcy Porto na tę właśnie wyprawę zaopatrzyli żeglarzy w mięso, które mieli, a sobie zostawili jedynie flaki i w ten oto sposób powstała jedna z regionalnych potraw – flaczki.

 

I przyszedł czas na literaturę!

Zupełnie przypadkiem trafiamy do biblioteki Livraria Lello&Irmao i wcale się nie dziwię, że J. K. Rowling inspirowała się nią pisząc Harrego Pottera. Jakbym tylko umiała pisać książki, wszyscy moi bohaterowie znaliby to miejsce  😉

 

Porto

 

Uwaga! Wstęp do księgarni jest płatny, ale co tam 😉 Wydam tę dychę, aby powdychać trochę zapachu książek i zrobić kilka zdjęć 😉

 

Porto

 

Niedaleko biblioteki znajduje się otwarty w 1911 r. Universidade do Porto – co ja bym dała, aby móc tutaj spędzić rok studenckiego życia! Przerwa między zajęciami pod drzewkami oliwnymi – czego chcieć więcej?

 

Porto

 

I właśnie w tym momencie skończyła mi się bateria 😉 Poniżej ostatnie zdjęcie, które udało mi się tego dnia zrobić.

 

Porto

 

Ribeira

Tutaj siedziało bardzo dużo ludzi. W pojedynkę, być może samotnie, w parach, w grupkach. Siedzieli i patrzyli, niektórzy rozmawiali, inni coś pili lub jedli. Dołączyliśmy się, zatrzymaliśmy, chcieliśmy poczuć to, co oni. I wiecie co, było warto 😉 , a poza tym na zachód słońca trzeba było chwilę poczekać.

 

Porto

 

Po czasie stwierdzam, że jeden dzień w Porto to zdecydowanie za mało. Nie znaleźliśmy czasu na zwiedzenie Cais da Ribeira, o części miasta po drugiej stronie rzeki nie wspominając. Nie przeszliśmy przez żaden most, nie weszliśmy na Wieżę Kleryków, nie zobaczyliśmy Pałacu Giełdy. Zdjęć mostu Ludwika I też nie mamy, a podobno każdy prawdziwy turysta własnie tam robi sobie selfie. No nic, wiemy po co tam wrócić.

 

Porto
Widok na drugą stronę rzeki Duoro z wzgórza nad dzielnica Ribeira

 

A łaziliśmy naprawdę długo, bo po prostu było gdzie i było warto!