Sardynia była moim marzeniem od lat. O pięknych plażach, które miałam przyjemność oglądać na zdjęciach, palmach, uroczych miasteczkach i pysznym jedzeniu rozmyślałam wielokrotnie. W połowie roku udało mi się kupić loty na listopad. 15 stopni to całkiem spoko – pomyślałam – i nabyłam bilety do Cagliari. W końcu marzenia są po to, aby je realizować.

 

Trochę historii

Sardynia jest wyspą, której osiedlanie zaczęło się około 1015 roku, kiedy Pizańczycy i Genueńczycy pokonali mieszkających na wyspie piratów i Arabów. Trafiła ona pod rządy papieskie, na kilka dziesięcioleci znalazła się pod panowaniem hiszpańskim, trochę porządziła nią również Wielka Brytania i Austria, następnie została oddana za Sycylię księciu Sabaudii, aż w 1861 zaczęła przynależeć do zjednoczonego Królestwa Włoskiego.

 

Góry, góry i jeszcze raz góry!

Jest drugą co do wielkości wyspą na Morzu Śródziemnym, na której przeważają góry. Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego ta informacja jest pomijana lub niewystarczająco dobitnie opisana 🙂

Planując zwiedzanie sprawdziłam odległości, ale do głowy mi nie przyszło sprawdzać czas potrzebny na pokonanie drogi z punktu A do punktu B. Już drugiego dnia okazało się, że aby pokonać odcinek z Sadali do Arbatax (niecałe 90 km), potrzeba dobrych kilku godzin.

 

Sardynia

 

Jedzie się przez góry, ostrymi serpentynami wjeżdża się na szczyt, aby z drugiej strony podobnymi serpentynami zjechać. I tak w kółko, bo cały środek wyspy stanowią właśnie góry, często zalesione, poprzecinane wąwozami. Od czasu do czasu wyłaniają się skały. Myślę, że nasze wolne tempo podróżowania spowodowane było również pięknymi widokami, zachwytem nad naturą, rzekami, jeziorami, czasami miasteczkami i oczywiście zwierzętami.

 

Dzień 1

Na lotnisku byliśmy ok. 10 i przygodę rozpoczęliśmy od wynajęcia samochodu. Nauczeni życiem po wakacjach w Hiszpanii (osoba, która rezerwuje, musi być kierowcą – brak tej podstawowej wiedzy spowodował, że zrobiłam ponad 2000 km w 7 dni), zarezerwowaliśmy samochód na T. Ale przy odbiorze czekała nas inna niespodzianka – kierowca powinien mieć wydaną na siebie kartę kredytową, a T. takiej nie ma. Musieliśmy zapłacić za drugiego kierowcę i nasz samochód z 130 zł za tydzień finalnie wyniósł nas 320 zł. Za gapowe się płaci.

 

Sardynia

 

Cagliari – co warto zobaczyć?

W sumie to nie wiem 🙂 Powyższe hasło wpisaliśmy w google i wyskoczyła Elephant Tower – jedziemy. Będzie widok na miasto. Rozentuzjazmowani pniemy się tym naszym fordem C-Max na jedno z wzniesień. T. marudzi, że ford nie chce jechać, że mało zwrotny, że mu się już nie podoba. Na szczęście się przyzwyczaił, ale dopiero po wyjechaniu ze stolicy 🙂 Po pokonaniu kilku zakrętów, malutkich uliczek, na których musieliśmy składać lusterka, dotarliśmy pod wieżę, ale… gdzie zostawić auto? Większość parkingów była opisana tylko dla mieszkańców. No i co teraz? Zjeżdżać na dół, aby zatrzymać się na parkingu publicznym? Tego by jeszcze brakowało! Przejeżdżamy przez zakaz wjazdu, stawiamy auto i zaczynamy odprawiać modły, aby przez czas zwiedzenia nie pojawiły się niepowołane służby 🙂

 

Sardynia

 

No i okazało się, że wieża jest w remoncie – przysłonięta z jednej strony ogromną płachtą. Wejście zamknięte.

 

Sardynia

 

Sardynia
To jest Elephant Tower

 

Idziemy więc kawałek dalej, na Piazzetta David Herbert Lawrence – przeurocze miejsce z wspaniałym widokiem na miasto. No i palmami, i słońcem. Podstawowe pragnienia wymarzniętego człowieka zostały zaspokojone, możemy jechać dalej.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Południowa Sardynia

Z Cagliari wybraliśmy się do Nory – najstarszego sardyńskiego miasta. Pada lekki, ciepły deszczyk, jakieś pojedyncze osoby krzątają się na horyzoncie. Głodni zaczynamy zwiedzanie od restauracji z pizzą. Trochę się zeszło tym kucharzom, ale dzięki temu mieliśmy czas na odpoczynek i podziwianie plaży. Po obiedzie spacer i niestety posezonowe podróżowanie ma swoje minusy – wejście do ruin było już zamknięte.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Na naszej mapie to see pojawia się nam jeszcze Calasetta. To urocze biało – niebieskie miasteczko ma niecałe 3 000 mieszkańców i powstało w połowie XVI wieku. Myślę, że wraz z pojawieniem się słońca robi się bardziej urzekające. Zacinający wiatr zniechęcił nas do dokładnego zwiedzania. Ale w porcie byliśmy 🙂

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Pierwszy nocleg mamy w Quartu Sant’Elena. Już podczas drogi dostałam kod otwierający drzwi do naszego pokoju w Villa Vi. Ochom i achom nie było końca.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia
Plaża położona 3 minuty od naszego miejsca zamieszkania

 

Dzień 2

Rano zdecydowaliśmy się nie marnować dnia i zwiedzać. Już wiedziałam, że noclegi rozsiane po całej wyspie to nie był najlepszy pomysł, ale cóż. Za późno, trzeba sobie radzić tak, jak jest.

 

Sardynia

 

Sadali – czyli jedziemy zobaczyć 7 metrowy wodospad w centrum miasta 🙂

Wczesnym rankiem Sardynia nie zachęcała nas do działania. Znowu padał lekki deszcz, było dość chłodno i niestety ponuro. Ratowała nas tylko pogoda ducha i chęć zobaczenia jak najwięcej. Po pysznym śniadaniu wsiadaliśmy w samochód i gnaliśmy. Przez góry oczywiście. Z Quartu Sant’Elena do Sadali jechaliśmy ponad 2h.

Po drodze mijaliśmy prześliczne Lago del Flumendosa. W takich momentach trochę żałowałam, że nie jest środek wakacji i że nie możemy (a w zasadzie bardziej nie chcemy) wskoczyć do jeziora i spędzić tam reszty dnia 🙂

Lago del Flumendosa

 

Lago del Flumendosa

 

Lago del Flumendosa

 

Po wjechaniu do Sadali uroczy pan w informacji poinformował nas o dwóch wodospadach. Pierwszy był w centrum i aby do niego trafić trzeba skręcić przy piramidzie w Via Roma.

 

Sadali

 

I jechać ulicą w dół. Mówił, że nie da się ominąć wodospadu, choć nam się to prawie udało. Na szczęście prawie… Przy Piazza Municipo pojawił się on 🙂

 

Sadali

 

Poniżej kilka fotek samego miasteczka – myślę, że warto poświęcić chwilę i sobie w nim pobyć.

 

Sadali

 

Sadali

 

Sadali

 

Po chwili ruszyliśmy w kierunku drugiego wodospadu. Niestety droga do niego wiodła przez las i góry, a kilka minut po rozpoczęciu wędrówki zaczęło również padać. Wstyd się przyznać, ale stchórzyliśmy i zrezygnowaliśmy.

 

Sadali

 

Zmieniliśmy plan i postanowiliśmy zobaczyć czerwoną plażę w Arbatax – kolejne 90 km i raptem 2h jazdy. Po drodze przejeżdżaliśmy przez Seui – mam wrażenie, że każde kolejne miasteczko na tej wyspie jest ładniejsze od poprzedniego.

 

Sardynia

 

A to znowu góry. No i budowle oczywiście 🙂

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia i jej zwierzęta

Po drodze spotykaliśmy stada owiec – niestety były bardzo płochliwe i w zasadzie nie dało się do nich podejść. Ale były takie ładniutkie 😀

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Kolejnym zaskoczeniem były krowy. Często zajmowały cały jeden pas ruchu, ale przynajmniej stały spokojnie – obserwowały każdy przejeżdżający obok nich samochód.

 

Sardynia

 

No i konie!

 

Sardynia konie

 

 

Arbatrax

Po kilku godzinach zatrzymywania się co chwilę na robienie zdjęć dotarliśmy do celu.  Arbatrax to miasto na wschodnim wybrzeżu, które słynie z czerwonych skał i kolorowej, skalistej i dziwnie ukształtowanej plaży. Udało nam się dotrzeć w najlepszym momencie – na zachód słońca. Podobno miejsce to stało się symbolem całej Sardynii.

 

Arbatax

 

Arbatax

 

Arbatax

 

Czas na kilkugodzinny powrót. A na drodze same znaki tego typu, jedziemy więc ostrożnie.

 

Sardynia

 

Do hotelu w Sorgono dotarliśmy o 19.00. Właścicielka nie mówiła po angielsku i okazało się, że mój włoski wciąż nie jest na komunikatywnym poziomie 🙁

 

Sorgono

 

Już niedługo północna i zachodnia Sardynia – kolejne 2 dni wycieczki 🙂