Piękne plaże to mocna strona Sardynii i kolejne 2 dni dały nam na to kilka dowodów. Późny listopad nie pozwolił na kąpiele, natomiast zmienna pogoda pokazała nam wszelkie oblicza morza. Odwiedziliśmy północną i zachodnią część wyspy, zrobiliśmy kolejne setki kilometrów przez góry. Pierwsze 2 doby dały nam możliwość zakochania się w tej wyspie, natomiast kolejne 2 tę miłość utrwaliły.

Dzień 3

Z samego rana jemy śniadanie i jedziemy dalej. Dzisiaj czeka na nas Lollove, czyli miasto duchów, San Pantaleo – miasto artystów oraz wszystko, co ma do zaoferowania Santa Teresa Gallura.

Dzień zaczynamy od kilkudziesięciu serpentyn przez góry. Nieustająco pięknych.

 

Sardynia

 

Ok. 11 udaje nam się dotrzeć do Lollove i zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest to miasto duchów.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

W tej niewielkiej wiosce przez pół godziny zwiedzania nie udało się nam nikogo spotkać. No może oprócz kota, z którym T. musiał nawiązać bliższą znajomość.

 

Sardynia

 

Zostalibyśmy dłużej, ale trochę padało. W związku z tym jedziemy dalej – czas na spotkanie z twórcami.

San Pantaleo zachwyciło nas ilością kwiatów oraz jasną, niską zabudową.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Z wachlarza artystycznych profesji spotkaliśmy jedynie Pana Rzeźbiarza, ale gdybym kiedyś poczuła w sobie zew kreatywności, zdecydowanie chciałabym tworzyć właśnie tutaj.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Kierując się w stronę noclegowni, zbłądziliśmy w miasteczku Cannigione i trafiliśmy na park przy plaży.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia
Uwielbiam nowe znajomości

 

Chcąc uniknąć jazdy po górach w ciemności, przyspieszyliśmy trochę i dotarliśmy do Santa Teresa Gallua około 15.00 – czyli idealna pora na szamkę. Mieliśmy ochotę na owoce morza, ale podróże w listopadzie mają swoje minusy – większość knajp jest zamkniętych. Ale dobra pizza zawsze się znajdzie. Spabi express miała do zaoferowania całkiem fajny zestaw lunchowy, jednak postanowiliśmy spróbować pizzy (ja) i lokalnego cheesburgera (T.).

 

Sardynia
T. je hambuksa, ale dla niego inne rzeczy mają znaczenie 😉

 

A teraz już tylko szybki wypad na plażę, kilka fotek i wracamy odpocząć. Chcieliśmy zobaczyć Torre di Longonsardo o Torre Spagnola, ale na miejscu okazało się, że wokół niego znajduje się ścieżka z widokiem na morze rozbijające się o skały. Zmieniliśmy więc plany i uważam, że było warto 🙂

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Zupełnie usatysfakcjonowani spacerem wróciliśmy do AlbeLeo House, znajdującego się przy samym placu Vittorio Emanuele I.

 

Sardynia

Dzień 4

Szybkie śniadanie i pędzimy do Chiaramonti zobaczyć zamek.

Po drodze między krzakami T. dostrzegł coś, co musiał zobaczyć z bliska. Skręciliśmy w najbliższą drogę w prawo i dotarliśmy do Spiaggia La Liccia – dość silny wiatr i wzburzone morze zatrzymały nas tam na dobre pół godziny.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Chiaramonti to malutka miejscowość z około 2000 mieszkańców. Zaskoczyła nas cudownymi muralami. Mimo siąpiącego deszczu musiałam zrobić im fotki.

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Udało nam się zrobić fotki zamkowi przed i w trakcie jesiennej mżawki. Prezentował się następująco – oceńcie sami 🙂

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Dojazd do niego nie był najłatwiejszy, deszcz też raczej nie pomagał. Ale co tam! Składamy lusterka i jedziemy 🙂

 

Sardynia

 

Mieliśmy nadzieję, że w Bosie będzie ciut lepsza pogoda – w końcu dzieli je prawie 100 km, wszystko się może zdarzyć. No niestety, ten dzień był pogodowym niewypałem. Niemniej Bosa jest cudowna.

 

Sardynia

 

I kanapki (jedyne otwarte miejsce ;)) pierwsza klasa! Tutaj postanowiliśmy przeczekać delikatną ulewę.

 

Sardynia

 

Jak tylko wyszło słońce, ruszyliśmy dalej.

Marina i koty przytrzymały T. na moment 🙂

 

Sardynia

 

Sardynia

 

W drodze na białe plaże zatrzymała nas… inna plaża. Skoro były duże fale, należało zrobić im zdjęcie, prawda? 🙂

 

Sardynia

 

Sardynia

 

Plaże Is Arutas

Ostatnim punktem dzisiejszej wycieczki była plaża kwarcowa Is Arutas. Zależało nam na spędzeniu tam zachodu słońca, ale niestety chmury miały inny pomysł 🙂

 

Sardynia

 

Ostatni nocleg spędziliśmy w Sa Domu e Crakeras w Oristano. Salvatore – 72 letni właściciel obiektu – spędził z nami kilka godzin, opowiadając o swoim życiu, rodzinie, Sardynii, Włoszech. Nic cudowniejszego nie mogło mnie spotkać na koniec wycieczki!

Budzik zadzwonił o 5 rano. Do lotniska mamy 100 km, a nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć po drodze. Ale tym razem nie wydarzyło się nic. O 7.00 byliśmy już w Cagliari z myślą, że już tylko musimy zatankować samochód. I zupełnie nie wiem dlaczego na 3 stacjach, na które zajechaliśmy, dystrybutory z ropą były nieczynne. Dodatkowo nigdzie nie było wiaderka z myjką, a nasz samochód wyglądał, jakby przez ostatnie 4 dni jeździł po polach. A to tylko plaża kwarcowa dała się we znaki. Na szczęście na 4 stacji był ON i wiaderko, więc wyluzowani o 8 zajechaliśmy na lotnisko, aby spokojnie oddać samochód. Niestety pan obsługujący wynajem samochodów nie przyszedł na czas. Kwadrans akademicki też go nie obowiązywał. Wrzuciliśmy więc kluczyki do odpowiednio oznaczonego pudełka i poszliśmy na lotnisko.

 

Sardynia stała się jedną z naszych ulubionych wysp

Wygląda na to, że wszystko się udało i Sardynia pojawiła się na liście miejsc, do których chcemy wrócić 🙂