Nowy rok, nowe wyzwania. W 2019 r. razem z blogerami podróżniczymi spróbujemy odpowiedzieć na pytanie: Czy istnieje „gen podróżnika”? I nie mam tutaj na myśli fragmentu DNA, bo na tym się absolutnie nie znam i badań naukowych nie będziemy tutaj przeprowadzać, choć wydaje się to bardzo ciekawe 😊 Dlaczego są osoby, które bez szeroko pojętej turystyki nie wyobrażają sobie życia? Czy zainteresowanie innymi kulturami wyssali z mlekiem matki? Co ich w wyjazdach najbardziej pociąga i dlaczego to robią? 

 

 

Na pierwszy ogień – cudowna Ania Ostrowska z bloga złaptrop.pl, absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku. W 2014 r. razem z mężem Rafałem zdecydowali się na roczną podróż po Azji, Australii i Oceanii. Obecnie mama 4-letniej Zuzi. Jej ulubione miejsca to: Islandia, Iran, Nepal

 

Jak to się stało, że zaczęłaś podróżować?

To pytanie należałoby raczej zadać moim rodzicom, bo to właśnie przez nich tak naprawdę zaczęłam podróżować. Wcześniej, paręnaście lat temu było to głównie podróżowanie po Polsce, dlatego, że nie było takiej dostępności lotów, nie było czegoś takiego jak All Inclusive. Bardzo miło to wspominam. Przeze mnie zaczął podróżować również Rafał, bo wcześniej nie miał wielu podróżniczych doświadczeń. Trochę go w to wciągnęłam i tak poszło.

A jak wspominasz swoją pierwszą podróż? Co z niej pamiętasz?

Pierwsza podróż, którą dobrze pamiętam, była w Tatry. Miałam chyba z 5 lat i bardzo mnie to męczyło, ale jak już wróciliśmy do domu, to pytałam rodziców, kiedy pojedziemy znowu. Także to był chyba ten moment, gdzie coś zaskoczyło.

Myślisz, że to była kwestia samego wyjazdu, pojechania w inne miejsce czy raczej gór?

Wydaje mi się, że raczej gór, że to one zrobiły na mnie takie wrażenie. Ciężko mi powiedzieć, miałam wtedy 5 czy 6 lat. Nie pamiętam dokładnie, co mną kierowało, ale to był właśnie ten moment, w którym coś zaskoczyło, bo później już nie było żadnych wymówek. Od tamtego momentu co roku jeździliśmy w góry

Czyli jest duża szansa, że tak zrodziło się właśnie to, co łączy Cię teraz ze wspinaczką i trekkingami?

Tak, myślę, że tak, chociaż całe życie mieszkałam nad jeziorami, teraz nad morzem, a nie mam takiego zapału do żeglarstwa, czy do innych sportów wodnych, tylko właśnie do gór 🙂

A co Ci sprawia największą radość w podróżowaniu?

W tym momencie życia, w którym teraz jestem, jest to oderwanie się od codzienności, od takich dziwnych problemów, porzucenie wszystkiego chociaż na chwilę. Wcześniej było troszeczkę inaczej, nie było za dużo zobowiązań, nie było dzieci, nie było stałej, poważnej pracy. Ale trudno powiedzieć co nami kierowało przed i podczas naszego rocznego wyjazdu. To były różne wypadkowe w sumie…

Mimo braku zobowiązań roczna podróż to spore wyzwanie. Dlaczego się zdecydowaliście i pojechaliście?

Tak naprawdę to nie wiem 🙂 Zawsze chodziło nam to po głowie, te krótkie urlopy nigdy nie wystarczały, aby zaspokoić głód poznawania świata i podróżowania. No i tak chodziło za nami i chodziło, aż w końcu pewnego dnia Rafał przyszedł i powiedział: Pakujemy się. Jedziemy. Oczywiście nie było to z dnia na dzień. Trwało to jakieś dwa lata, zanim uzbieraliśmy kasę, poukładaliśmy wszystkie sprawy, jakie mieliśmy do załatwienia. Ale zapadła decyzja i to było najważniejsze, żeby rozpocząć planowanie.

Bałaś się tej podróży?

W ogóle, absolutnie nie. To był idealny moment, właśnie ze względu na brak zobowiązań. Zawsze mogliśmy wrócić do tego, co zostawiliśmy tutaj w tamtym czasie. Niczego się raczej nie baliśmy.

A co się stało, że podróże zaczęły być dla Ciebie ważne?

Na pewno jest to jakiś sposób na spędzenia wolnego czasu. Jedni lubią szybkie samochodu, inni chodzić do kina. Niektórzy na przykład pasjonują się czymś bardzo konkretnie. W nas były wpisane podróże. Była to chęć oderwania się od codzienności. U Rafała głównym takim kluczem była potrzeba poznawania innych smaków, kuchni. To go chyba najbardziej interesuje. Z czasem przyszło też otwarcie na innych ludzi, szczególnie doceniliśmy to podczas tej długiej podróży. Bo jak się wyjeżdża na kilka dni, to człowiek chce jak najwięcej zobaczyć. Najwięcej miejsc odwiedzić i nie ma już tej przestrzeni na kontakt z ludźmi. A podczas rocznej wyprawy był na to czas i myślę, że to jest fajny dodatek do podróżowania.

Pamiętasz jakieś nieprzyjemne sytuacje z nimi związane? Takie, które mogłyby być dla kogoś przestrogą?

To jest właśnie taki paradoks, bo ze strony ludzi nie mieliśmy żadnego przykrego incydentu 🙂 Jedyną niemiłą sytuację mieliśmy w Armenii, gdzie ugryzł mnie pies. To było bardzo niespodziewane zdarzenie, bo raczej spodziewasz się, że prędzej ktoś Cię oszuka. A tutaj ugryzł mnie pies i to tak dosyć mocno. Zdarzyło się to na peryferiach jakiegoś małego miasteczka, a więc mieliśmy problem z uzyskaniem pomocy medycznej. Na szczęści byłam szczepiona, więc trochę się uspokoiłam. Po roku, gdy wróciłam do Polski dowiedziałam się, że pomimo tego, że byłam szczepiona, to powinnam przyjąć jeszcze 2 dawki. Ale to już było dawno po fakcie. Żyję i nic mi nie jest.

 

 

I całe szczęście 🙂 Czyli osobę, która właśnie wybiera się po raz pierwszy w życiu na dłuższą wyprawę ostrzegłabyś przed głaskaniem zwierząt. Czy jest coś jeszcze, na co taka osoba powinna uważać?

Wszystko zależy gdzie się jedzie i z kim 🙂 Nie chciałabym mówić, że coś się złego stanie, że ludzie są źli i uważaj na to, na to i na to. Nie ma reguły i na swoim własnym doświadczeniach mogę powiedzieć, że ludzie są z zasady dobrzy i nie należy się ich bać. Myślę, że ważne są taki główne zasady bezpieczeństwa, zaczynając od apteczki, po zachowanie zimnej krwi sytuacjach awaryjnych.

Masz teraz czteroletnią córkę. Chciałabyś, aby Zuzia podróżowała?

Myślę, ze to będzie jej decyzja. My mamy jakiś taki styl życia, w którym podróże cały czas się przewijają i jeżeli ona załapie bakcyla i będzie chciała podróżować, to jak najbardziej, niech to robi. Jeżeli uzna, że ma jakąś inną pasję w życiu i chce robić coś innego, to będzie to robić.

Wy faktycznie bardzo dużo z nią podróżujecie. Czy to jest jedyny sposób na złapanie bakcyla czy masz jeszcze jakieś inne pomysły na otworzenie dziecka na świat?

Wydaje mi się, że nie, no chyba, że robię coś nieświadomie. Staramy się spędzać bardzo aktywnie czas nawet tu na miejscu, wybieramy zabawy na świeżym powietrzu. Także może to jest ten kierunek, ale nawet nie wiem, jak można byłoby to robić 🙂

A czy są jakieś cechy charakteru, które sprawiają, że człowiek ma predyspozycje do podróżowania lub nie?

Ciężko mi powiedzieć. My na początku naszej przygody podróżniczej byliśmy zupełnie różni. Ja już miałam jakiś bagaż doświadczeń, Rafał dopiero je zdobywał, ale muszę powiedzieć, że szybko mnie wyprzedził w niektórych etapach, np. planowania czy zbierania ekwipunku. Okazało się, że to jest jego mocna strona i zdecydowanie lepiej mu to wychodzi. Tak samo zresztą jak przemieszczanie się po mieście, gdyż mapy też są jego specjalnością. Także nie wiem, czy to chodzi o konkretne cechy charakteru, bo jesteśmy różnymi ludźmi. To jest raczej kwestia otwartości głowy i ciekawości świata. Bardziej o takie podejście do życia, niż o cechy charakteru.

Na swoim blogu piszesz, że z reguły wszystko macie zaplanowane. A jakie macie nastawienie do tego, co przynosi Wam los? Dajecie się ponieść nowym propozycjom i raczej staracie się konsekwentnie realizować plan?

– Dużo zależy od długości podróży. Podczas naszej rocznej wycieczki plan rozsypał się po dwóch tygodniach i później już była czysta improwizacja. Takiej wyprawy nie da się zaplanować. Urlop dwutygodniowy w większości planujemy, ale oczywiście zostawiamy rezerwę na jakieś nieprzewidziane wydarzenia. Ale z dzieckiem jest dużo trudniej cokolwiek zaplanować. Różne są sytuacje, ona też ma różne humory, bo na przykład się nie wyśpi, więc trzeba na bieżąco reagować. Więc takiego ścisłego planu nie mamy 🙂 Raczej taki ogólny plan, ale bez konkretnych dat. W miarę na luzie.

Czyli macie listę miejsc. Które chcecie zobaczyć i codziennie dopasowujecie konkretne obiekt?

Dokładnie tak

I na Lanzarote się udało?

W zasadzie tak. Mieliśmy świetną pogodę, Zuzka też się sprawowała świetnie. Bardzo nam się ten wyjazd udał. Kilka rzeczy z listy wypadło, ale tylko ze względu na opinie mieszkańców lub innych turystów.

Wiemy już jakie są minusy podróżowania z dzieckiem. A jakie są plusy zwiedzania świata razem?

Jest zdecydowanie inaczej. W pewnych momentach trzeba zwolnić, mieć z tyłu głowy potrzeby dziecka i w sumie większość rzeczy dostosować do niego. To jego potrzeby są tymi nadrzędnymi potrzebami. Fajne jest to, że dziecko otwiera na innych ludzi. Mieliśmy kilka takich sytuacji, na przykład w barze czy na placu zabaw, gdzie bawią się dzieci lokalne, że Zuzia była pretekstem do rozmowy. Nie powiedziałabym, że podróżowanie z dzieckiem jest bardzo trudne. Jest po prostu inne, trzeba się trochę przestawić z myśleniem. Dużo też zależy od wieku dziecka. Teraz już jest fajniej, bo ona coraz więcej rozumie, można jej trochę tego świata pokazać. Jeszcze rok temu było dużo trudniej, jej się nie chciało chodzić, czas spędzaliśmy głównie na plaży, robiąc zamki z piasku lub w basenie. Teraz jest już dużo bardziej ciekawa świata.

 

 

A już niedługo kolejna rozmowa. W tym roku na blogu ukaże się 12 wywiadów z różnymi podróżnikami. Jesteście ciekawi, co motywuje kolejne osoby? Bo ja bardzo!