Ho Chi Minh – powitanie

Ho chi Minh to cudowne miasto na południu Wietnamu. Znajduje się nad rzeką Sajgon i do 1976 roku pod taką właśnie nazwą figurowało. Po upadku Wietnamu Południowego, w trwającej od 1959 roku II wojnie indochińskiej, zostało nazwane na cześć Ho Chi Minh’a – założyciela i przywódcy Komunistycznej Partii Indochin. Świetne miasto z rewelacyjnymi kawiarniami, bardzo ruchliwe i kolorowe. To tutaj po raz pierwszy poczuliśmy, co ma do zaoferowania Azja.

 

Co jest ważne?

Zanim Wam opowiem resztę, mała dygresja. Dzisiaj przy śniadaniu spytałam T., co najbardziej utkwiło mu w pamięci, jeżeli chodzi o Sajgon i dowiedziałam się, że czyszczenie nóg. Wyobraźcie sobie, że przez cały dzień do T. podchodzili różni ludzi i chcieli mu umyć stopy, bo najzwyczajniej w świecie miał brudne (podobno dlatego, że rano padał deszcz i było błoto, ale ja tam nie jestem pewna :))

 

Co należy zrobić jeszcze na lotnisku?

Po całodniowej wyprawie na mur chiński, dotarliśmy do Sajgonu o 1 w nocy. Na lotnisku przede wszystkim przebraliśmy się w coś, w czym nie zwariujemy w 35 stopniach Celsjusza. Później musieliśmy wymienić dolary, które nam zostały z poprzednich podróży, wypłacić pozostałą część gotówki, potrzebnej do przeżycia najbliższych kilku dni oraz nabyć kartę internetową. Wszystko udało się załatwić bardzo sprawnie, gdyż w porcie lotniczym SGN czynne były tylko te 3 punkty: kantor, bankomat i kiosk. Krzątali się również taksówkarze, bardzo chętni do pomocy, ale ostrzeżeni wiedzieliśmy, że nie możemy im ufać. Nie byliśmy gotowi na negocjacje. Brak snu od 24 godzin dawał się we znaki. Zainstalowaliśmy więc Graba i udaliśmy się do zarezerwowanego dwa tygodnie wcześniej hostelu Aloha Saigon, który miał oczekiwać na nasz przyjazd.

 

Potwierdzenie mailowe to nie wszystko

Niestety nie oczekiwał. Check-in skończył się o 19.00 i nie było już wolnych łóżek. Nasza wcześniejsza korespondencja mailowa i potwierdzenie przyjazdu nie miało znaczenia. Nie ma łóżek i tyle. Jest 3 w nocy, a my znajdujemy się na najbardziej imprezowej ulicy Sajgonu. Postanowiliśmy poszukać czegoś do jedzenia i przekoczować do 7. Na szczęście ulicę dalej, przy Bui Vien, znalazło się dla nas miejsce noclegowe, jednak nie za 36 zł za 2 osoby za 2 noce, ale za 70 zł za 2 osoby za 1 noc. No cóż, niech będzie. Dobrze, że wzięłam ze sobą stopery do uszu 😀 Tej nocy się przydały (i żadnej innej).

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

Rano okazało się, że widok z okna mieliśmy całkiem przyzwoity, szkoda tylko, że od samego rana lało 🙂 Wyszliśmy poszukać jedzenia, jak na prawdziwych turystów przystało. W sumie marzyłam o kawie, T. o kanapkach i udało nam się zaspokoić oba pragnienia. Wybraliśmy chyba najdroższą knajpę w mieście, ale tak to jest, jak się słabo liczy banknoty z dużą liczbą zer. Kilka przecznic dalej za takie samo śniadanie zapłacilibyśmy 1/3 ceny. No trudno, co zjedzone, to nasze.

 

ho chi minch, czyli Sajgon
Nasze typowo wietnamskie śniadanie 😉 Ale tylko na takie się odważyliśmy.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

Co zwiedzić w Ho Chi Minh?

2) Przede wszystkim ulice 🙂

Zaczęliśmy od spaceru. Początkowo trzymaliśmy się chodnika i już wtedy wyostrzyły nam się zmysły. Wiedzieliśmy, że niebezpieczeństwo może nadejść z każdej strony. Później walczyliśmy o życie przechodząc przez jezdnię. Pewnie wszyscy już wiedzą, że w Wietnamie skutery są absolutnie wszędzie i za nic mają sobie przepisy ruchu drogowego. Na jednym pojeździe siedzi cała czteroosobowa rodzina, ktoś przewozi kosz melonów albo na ramieniu trzyma 5 m rurę.

 

I tak sobie ci ludzie jeżdżą pod prąd na rondzie, na czerwonym świetle, po chodnikach czy torowiskach. Instytucja przejścia dla pieszych bez świateł w zasadzie nie istnieje, a na takim ze światłami też jest duża szansa, że ktoś nagle przejedzie. Co więc należy robić? Po prostu iść. Nie za szybko, nie za wolno, zdecydowanym krokiem przemieszczać się do celu. Można podnieść rękę lub próbować nawiązać kontakt wzrokowy. Nie należy się broń boże zatrzymywać, bo wypadek murowany. Wtedy już na milion procent ktoś Cię rozjedzie. Poniżej jedna ze spokojniejszych ulic, już po zamknięciu targu.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon
Kwiaty mnie urzekają zawsze

 

2) Markety, czyli wietnamskie targi

Szliśmy sobie spokojnie w stronę Ben Thanh Market, ponieważ T. w drodze powrotnej z Wielkiego Muru Chińskiego zgubił kurtkę i mieliśmy nadzieję, że coś uda nam się tam nabyć. Pośród stoisk między innymi z jedzeniem, materiałami, pamiątkami znaleźliśmy stoisko z ubraniami sportowymi. Wiedzieliśmy, że trzeba się targować, ale nie myślałam, że aż tak. Cena wywoławcza 2 000 000 VND. Po naszych minach pani szybko się skorygowała do 1 000 000 VND. Później dowiedzieliśmy się, jacy ładni jesteśmy i cena zeszła do 600 000 VND. W 40 stopniach Celsjusza T. włożył na siebie kurtkę i niestety rękawy okazały się za krótkie, a cała była za szeroka. Nie byliśmy usatysfakcjonowani, więc ładnie podziękowaliśmy. Pani na odchodne zaproponowała 300 000 VND. Nic nie kupiliśmy, ale jest to bardzo ciekawe miejsce do obserwowania ludzi, zarówno sprzedawców, jak i turystów 🙂

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

3) Pałac Zjednoczenia

Po drodze do Muzeum Wojny mijaliśmy Pałac Zjednoczenia, wybudowany w latach 1868 – 1873. My nie weszliśmy do środka, ze względu na czas, ale podobno warto 🙂

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

O tym, że jesteśmy już blisko zorientowaliśmy się po murze, który był cały obklejony „biletami” do muzeum – naklejkami z gołębicą – symbolem pokoju.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

4) Muzeum Pozostałości Wojennych (Nha Trung Bay Toi Ac Chien Tranh)

Gdy chodziłam jeszcze do szkoły, a było to bardzo dawno temu, o II wojnie indochińskiej niewiele się mówiło. Widziałam kilka filmów, w tym kultowe już Good morning Wietnam, które do dzisiaj wybrzmiewa mi w głowie wraz z głosem Robina Williamsa.  Później dowiedziałam się trochę więcej dzięki Jane Fondzie i jej do dziś mocno kontrowersyjnej działalności zaangażowanej politycznie. Poszukałam trochę informacji w internecie, obejrzałam kilka dokumentów, ale przede wszystkim miałam możliwość odwiedzenia Muzeum Pozostałości Wojennych (Nha Trung Bay Toi Ac Chien Tranh) i poznania stanowiska Wietnamczyków.

 

ho chi minch, czyli Sajgon, Muzeum Pozostałości Wojennych

 

ho chi minch, czyli Sajgon, Muzeum Pozostałości Wojennych

 

ho chi minch, czyli Sajgon, Muzeum Pozostałości Wojennych

 

ho chi minch, czyli Sajgon, Muzeum Pozostałości Wojennych

 

ho chi minch, czyli Sajgon, Muzeum Pozostałości Wojennych

 

ho chi minch, czyli Sajgon, Muzeum Pozostałości Wojennych

 

ho chi minch, czyli Sajgon, Muzeum Pozostałości Wojennych

 

ho chi minch, czyli Sajgon, Muzeum Pozostałości Wojennych

 

5) Kawiarnie

Nie pokazuję zdjęć ofiar Agenta Orange, bo są bardzo przerażające. Wyszliśmy stamtąd wyczerpani. Na szczęście tuż za bramą muzeum była kawiarnia z widokiem na piękną zieleń. Tego nam było trzeba przed dalszą drogą.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

6) Architekturę

Teraz już tylko zostało nam podziwianie pięknych budynków i przyrody.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

7) Świątynię buddyjską

Odwiedziliśmy świątynię buddyjską Ngọc Hoàng Pagoda. Otoczona była ogromnymi, starymi drzewami. Skorzystaliśmy więc z cienia i dostępności ławeczek. Mieliśmy też krótką chwilę, aby poobserwować.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

 

8) Rzekę Sajgon

Zrobiliśmy sobie całkiem fajny spacer wzdłuż rzeki Sajgon.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

 

9) ZOO

I zupełnie przypadkowo trafiliśmy do zoo. Było czynne jeszcze tylko przez godzinę, więc zdecydowaliśmy się na bardzo szybki spacer. Niestety nie jest w dobrym stanie i oprócz nas spotkaliśmy tam jedynie kilka osób, ale za to mają imponująca kolekcję zwierząt, w tym białe tygrysy, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon
Czy Wy też widzicie wielkie okulary na tej skale?

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

Natknęliśmy się na całkiem fajne stworzenia unieruchomione i powiem Wam, że tego typu zoo w zupełności by mi wystarczyło 🙂

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

W zoo był również do zwiedzenia bardzo wiekowy ogród botaniczny.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

 

10) Street Food Market

Po wyjściu z ogrodu zastał nas już bardzo późny zachód słońca. Zanim dotarliśmy do centrum, było już kompletnie ciemno. Udało nam się znaleźć Street Food Market, co mnie bardzo ucieszyło. Miałam go na swojej liście miejsc do zobaczenia i byłam już głodna jak wilk.

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon
No i te wietnamskie murale. Jak ja je uwielbiam!

 

12) Miasto nocą

Nocą Ho Chi Minh przybrało zupełnie inny wygląd – wszędzie pojawiły się kolorowe światła.

 

ho chi minh

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

ho chi minch, czyli Sajgon

 

Więcej nocnych fotek możecie sobie obejrzeć na instagramie w rozjazdach.pl

 

Czy warto tak pędzić?

I tak wyglądał nasz pierwszy pełny dzień w Wietnamie. Pewnie moglibyśmy zobaczyć więcej w Ho Chi Minh i w sumie trochę żałuję, że w Sajgonie byliśmy tak krótko, ale przynajmniej jest do czego wracać 🙂