Weronika Szyszka zaraz po maturze wybrała się z koleżankami na miesięczną podróż stopem. Chcecie wiedzieć, gdzie była, co zobaczyła i jakie miała przygody? Czytajcie dalej 🙂

 

gen podróżnika

 

Weroniko, dlaczego zaczęłaś podróżować?

Zawsze byłam ciekawa świata i gdy miałam naście lat, piętnaście, szesnaście, w moim życiu pojawił się Instagram. Zaczęłam obserwować ludzi, którzy mieli gen podróżnika i dużo podróżowali. Fascynowały mnie miejsca, które odwiedzają. Ale zawsze było to dla mnie odległe i nie do spełnienia, ponieważ wiązało się z kosztami. Wcześniej jeździłam z rodzicami na wakacje i miałam świadomość, że jest to bardzo duży wydatek, a więc dopóki nie będę miała stałej pracy i nie będę dorosła, to na pewno nie będę mogła sobie na to pozwolić.

Na szczęście poznałam chłopaka, który był harcerzem i miał doświadczenie w jeżdżeniu stopem. Pierwszy raz pojechaliśmy na Woodstock, później do Pragi. Bardzo mi się to spodobało i w następnym roku zaplanowaliśmy wyprawę do Chorwacji i Czarnogóry. Pojechaliśmy w czwórkę – dwie pary i było to moje pierwsze zetknięcie się z trudami podróży. Zdałam sobie sprawę, że nie jest tak piękne, jak się wszystkim wydaje. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że była to dla mnie szkoła życia, ale mimo wszystko złapałam bakcyla.

Rok później ruszyłam w drogę z moimi dwiema przyjaciółkami i w moim odczuciu była to dużo ciekawsza, fajniejsza i bardziej niebezpieczna przygoda. Nic się co prawda nie wydarzyło, ale dużo rzeczy mogło.

 

gen podróżnika

 

Ja również kilka razy jeździłam stopem i przy takim sposobie przemieszczenia się ryzyko zawsze jest gdzieś w tle .

Ogólnie wszędzie może się nam stać coś złego, ale podczas podróży ryzyko jest podwyższone, więc należy uważać bardziej, ale bez przesady. Trzeba po prostu być ostrożnym.

 

A gdzie byłaś z rodzicami i co pamiętasz z tych podróży?

Nic spektakularnego, takie typowe wczasy: Turcja, Tunezja. Raz pojechałam z mamą i bratem do Tajlandii. W sumie było fajnie, ale spędziliśmy cały czas w jednym miejscu. Miałam ochotę wziąć plecak, wsiąść do pociągu i gdzieś pojechać. Wiem, że kiedyś tam wrócę i zrobię sobie objazdowy trip po swojemu.

Czyli rodzice nauczyli Cię wyjeżdżać, ale raczej odpoczywać w nowym miejscu, niż szukać przygód?

Dokładnie. To przyjaciele pokazali mi inny sposób na podróżowanie. Wewnątrz siebie zrozumiałam, z czego tak właściwie czerpię przyjemność. Przez to, że byłam młoda, nie miałam stałej pracy ani zamożnych rodziców, wydawało mi się, że podróżowanie jest niemożliwe. Dopiero jeżdżenie stopem, z namiotem w plecaku było na miarę moich możliwości finansowych. I do tego jest dużo fajniejsze.

 

A pamiętasz swoją pierwszą podróż z czasów dziecięcych?

Pamiętam, jak pojechaliśmy do Chorwacji samochodem. Rodzice wynajęli apartament na 10 dni. Głównie plażowaliśmy i dla dziesięciolatki to była adekwatna rozrywka 😊

 

A teraz co Ci teraz sprawia największą przyjemność w podróżowaniu?

Trudno powiedzieć. Na pewno lubię wolność, ponieważ ja nigdy nie mam planu. Uwielbiam szukać informacji o danym miejscu w internecie, ale jeszcze nigdy się tak nie zdarzyło, że ten wstępny zamysł został zrealizowany. Bardzo lubię spontaniczność, to, że nie wiem, gdzie ani z kim będę jutro. Dużą przyjemność mi sprawia poznawanie nowych ludzi.

 

gen podróżnika

 

W podróży z przyjaciółkami na promie na Kefalonię (na którą płynęłyśmy tylko dlatego, że przypadkiem znalazłyśmy się w porcie i dotarcie tam było najtańsze) poznałyśmy 62-letniego dziadka, który wracał po dziesięciu miesiącach ze Stanów Zjednoczonych. W USA pracuje i na wakacje przylatuje do miejsca, gdzie się urodził. Po wstępnej rozmowie o naszej podróży, zaproponował, że nas podwiezie na plażę (gdzie z reguły rozbijałyśmy namiot). Zostawił nam numer do siebie, gdybyśmy jednak zdecydowały się nocować w domu. Po zbiorowej naradzie zdecydowałyśmy się skorzystać z propozycji. Zostałyśmy u niego pięć dni. Nie chciał pieniędzy ani za nocleg, ani za jedzenie. Pokazał nam atrakcje na wyspie, zabrał do lokalnych winiarni. Dzięki temu, że miał samochód, mogłyśmy zaprawdę dobrze poznać Kefalonię. Jedyne, co mogłyśmy mu dać w zamian, to towarzystwo. To było cudowne doświadczenie i dzięki temu, że zaoszczędziłyśmy trochę pieniędzy, mogłyśmy wydłużyć sobie wakacje.

 

Poznawanie nowych ludzi to jest coś, co bardzo lubię. Cieszę się, gdy mogę zrozumieć ich mentalność, kulturę, realia życia. Nie wyobrażam sobie, że ktoś w Polsce mógłby mi zaproponować darmowy nocleg, bo jestem z plecakiem i podróżuję.

 

Rozumiem, że na propozycje losu, reagujesz raczej pozytywnie?

Tak, jestem otwarta na zmiany i zwracam uwagę na to, co się w mojej podróży dzieje niespodziewanie.

 

gen podróżnika

 

Czy podróże są dla Ciebie ważne?

Biorąc pod uwagę moje dzieciństwo, bardzo chciałabym, aby moje życie było stabilne. Już teraz dużo myślę o zapewnieniu sobie komfortowej sytuacji finansowej. Mimo tego, że bardzo lubię podróże i na pewno będę to robić, nie chcę być zawodowym podróżnikiem. Planuję na stałe zamieszkać w jakimś ciepłym kraju, na przykład w Hiszpanii lub Portugalii. Docelowo marzę do dużej rodzinie i chciałabym dobrze wychować gromadkę dzieci, a poznawanie nowych krajów potraktować jak wakacje. Chcę zobaczyć jak najwięcej w życiu, ale tak na spokojnie.

 

W poprzednim wywiadzie Martyna Skura opowiadała, że zarówno ona, jak i jej siostra są bardzo ciekawe świata. Czy Twoje rodzeństwo też ma potrzebę podróżowania?

Mój młodszy brat nie wykazuje takiego zainteresowania 😊

 

Wasi rodzice wychowywali Was podobnie, wyjeżdżaliście na wakacje wszyscy razem. Jak myślisz, które cechy charakteru determinują chęć podróżowania? Dlaczego Ty to lubisz, a on nie?

Jeżeli chodzi o podróżowanie, które ja sobie wybrałam, to kluczową cechą jest niska granica komfortu, zwłaszcza jeżeli chodzi o kobiety. Wydaje mi się, że u mężczyzn jest to bardziej popularne. I oczywiście odwaga. Trzeba się przełamać, wyjść poza granicę tego, co się zna, poza własne miasto i grupę przyjaciół.

 

A z kim lubisz podróżować?

Z dziewczynami – z moimi przyjaciółkami. Długo zastanawiałyśmy się gdzie wyjechać. Temat podróży stopem przewijał się w zasadzie przez całą klasę maturalną. Miałyśmy w związku z tym wiele konfliktów, jednak wyczekiwanie i planowanie pomogło przetrwać nam ten najtrudniejszy rok licealny. Wiedziałyśmy, że będzie to wypad niskobudżetowy, ponieważ żadna z nas z powodu nauki nie pracowała. Zaczęłyśmy szukać taniego biletu lotniczego tylko w jedną stronę, ponieważ planowałyśmy stopniowo wracać stopem do Gdyni. Za 160 zł za osobę kupiłyśmy lot do Aten. Dwa dni po ostatnim egzaminie siedziałyśmy już na lotnisku z plecakami wypchanymi makaronami, sosami w proszku, miałyśmy kuchenkę turystyczną, namiot i śpiwory 😊 Nie wiedziałyśmy, co nas czeka. Wiedziałyśmy, ze nie będzie nas trzy tygodnie. Na lotnisku zastanawiałyśmy się gdzie pojedziemy jutro, gdzie za tydzień, przez jakie kraje możemy wracać?

 

Finalnie trasa wyglądała tak: Grecja, Czarnogóra, Albania, Chorwacja. Ku naszemu zaskoczeniu najbardziej polubiłyśmy Albanię. Wszystkie mity, jakie słyszałyśmy wcześniej o tym kraju, zostały obalone. Okazała się najcudowniejsza ze względu na ludzi, których tam poznałyśmy. To był najbardziej życzliwy naród, z jakim się zetknęłam. Podróż stopem była niezwykle prosta. Z reguły czekałyśmy około 5 minut, najdłużej 20 minut. W Grecji zdarzyło nam się łapać stopa przez 5 godzin. W Albanii zdarzyło nam się próbować łapać stopa na totalnym pustkowiu, na którym nic nie jeździło. Widząc przejeżdżający autobus opuściłyśmy rękę, ponieważ środki komunikacji publicznej wiążą się z opłatą za bilet, a nie o to nam chodziło. Kierowca zgodził się podwieźć nas za darmo. W autobusie poznałyśmy 5 ludzi, którzy jechali nad morze. Mieli zarezerwowany apartament i zaproponowali nam, abyśmy się dołączyły. Zapłaciłyśmy 6 euro za noc za własny pokój z łazienką. Poimprezowaliśmy trochę, pokazali nam też kilka ciekawych miejsc.

 

gen podróżnika

 

Z ciekawszych przygód policjanci na granicy albańsko – czarnogórskiej zaproponowali nam nocleg. Nie skorzystałyśmy, ponieważ przyjechał samochód do miejsca, gdzie chciałyśmy jechać. A szkoda 🙂

 

Przekraczałam też granicę za zasłoniętymi kotarkami na kozetce tira – wtedy się nawet trochę bałam. Nie wiem dlaczego, ale nie czułam się komfortowo.

 

A gdyby Twoje 19-letnie dziecko powiedziało Ci, że planuje wycieczkę stopem do Albanii – zgodziłabyś się?

Nie 🙂  Jak z perspektywy czasu pomyślę sobie, jak wyglądała ta wyprawa, to nie puściłabym swojego dziecka.

 

A co byś mu poleciła? Jakie wskazówki dała?

Jakby się już uparło…  Po powrocie zdałam sobie sprawę, że podczas wakacji byłyśmy bardzo aktywne w mediach społecznościowych. Teraz myślę, że to nie było zbyt rozsądne, bo po udostępnieniu lokalizacji (a przypomnę, że byłyśmy tam we trzy dziewiętnastoletnie dziewczyny) wielu mężczyzn do nas pisało wiadomości. Nie zwracałyśmy na to uwagi, ale ktoś mógł bez problemu nas namierzyć i przyjść, chociażby w nocy i wiedząc, kto tam śpi, bez skrupułów zajrzeć nam do namiotu. To było bardzo głupie i przed takim działaniem przestrzegłabym swoje dziecko.

 

A miałyście osobę, która wiedziała, jakie są Wasze plany, gdzie Was szukać w razie czego?

Niestety nie, ponieważ my nie wiedziałyśmy, gdzie będziemy. Często pytałyśmy się ludzi o rekomendacje, co warto w okolicy zobaczyć.

 

Jak myślisz, istnieje coś takiego jak gen podróżnika?

Mam nadzieję, że tak i że moje dzieci go będą miały 😊, choć ja nie wiem po kim miałabym go odziedziczyć. Wydaje mi się, że jestem pierwszą osobą w mojej rodzinie, która podróżuje.

 

A zdradzisz nam, co teraz planujesz?

Teraz wszystkie moje fundusze pochłaniają studia, ponieważ ja się utrzymuję sama. Przez pierwszą część wakacji planuję pracować i ostatni miesiąc przeznaczyć na naukę serfowania w Maroko albo w Portugalii.