Piza już za chwilę

Taaa, właśnie siedzę sobie na lotnisku w Modlinie. I czekam. Czekam już godzinę, bo zostałam przekonana patentem, że zajdziemy na kawę do McDonalda. Nic na to nie poradzę, że ją lubię i ten argument na mnie działa. Gdy okazało się, że mijamy tablicę Łomianek, zdałam sobie sprawę, że był to zwyczajny podstęp, abym się nie spóźniła na samolot. Mimo wszystko odnoszę wrażenie, że między spóźnieniem, a siedzeniem na lotnisku kilka godzin, jest jeszcze jakaś przestrzeń i można byłoby ją trochę inaczej zaplanować.

Tak więc siedzę i sobie patrzę. Samolot do Barcelony opóźniony, przed tablicą informującą o locie do Rzymu stoją zniecierpliwieni ludzie. Podobno bramki już są otwarte, ale obsługi nie widać. Wydaje mi się, że spora cześć naszej społeczności po prostu lubi czasem sobie postać. A ja tak sobie czekam, gdy (nagle, zupełnie niespodziewanie ;)) na tablicy, na której napis Piza widniał obok godziny odlotu, zaczął migać OPÓŹNIONY! No nie! ZNOWU?!?!

Chyba nie mam szczęścia do tego lotniska. Ostatnio, przed lotem do Neapolu, czekałam 5h. Ale czuję, że tym razem będzie lepiej.

 

Dlaczego sama?

Chwila przerwy to dobry moment, aby Wam napisać, dlaczego tym razem pojechałam do Włoch zupełnie sama. Ten pomysł rodził się we mnie już od kilku miesięcy. Najpierw się zastanawiałam, czy to ma sens? Bo przecież z kimś zawsze weselej, bezpieczniej, ktoś się Tobą zaopiekuje i będzie z kim wypić kawę. I to wszystko prawda, ale podróżowanie samodzielne ma też swoje plusy: można robić to, na co ma się ochotę, kiedy się chce i jak się chce. I tych argumentów nie da się podważyć. A ja pomysł na te krótkie wakacje miałam następujący: lecę do Pizy, zwiedzam ją szybciutko i spadam do Florencji. A tam już… hulaj dusza! Odwiedzę wszystkie muzea – bo kto mi zabroni 😀

Oczywiście mój pierwszy pomysł na samodzielną podróż był trochę inny – marzył mi się tydzień w Iranie. I mimo tego, że ludzie, którzy tam byli i pokochali ten kraj twierdzą, że jest tam totalnie bezpiecznie, stwierdziłam, że zrobię coś bliższego memu sercu, a Iran wypróbuję następnym razem 😉

 

Udało się!

Intuicja mnie nie myliła – mieliśmy tylko kilkunastominutową obsuwę. Nad lotniskiem w Pizie kołowaliśmy już o 23.45. Później spacerkiem dotarłam do hostelu. Nawigacja mówiła o 15 minutach, mi droga zajęła z pół godziny, bo zdjęcia na długim czasie wymagają… czasu 😉 W takich momentach bardzo się cieszę, że zawsze pakuję się w mały plecak.

 

plecak
Tak wygląda idealny plecak dla szwędacza

 

Spodnie i sweter miałam na sobie, bo w Polce było 17 stopni, a we Włoszech 25. A więc w plecaku japonki, sukienka, spódnica, 2 koszulki. Trochę miejsca zajęły mi książki i notatki o Ghirlandaiu, ale o tym już w kolejnym wpisie;)

 

Hostel był bardzo przyzwoity.

Safestay Piza to wesoły, kolorowy budynek, z perkusją i uroczym ogródkiem. Gdy się tam zjawiłam po północy, dużo ludzi siedziało przy stolikach i rozmawiało. W pokoju na trzecim piętrze zastałam tylko 3 porzucone na środku torby. Ogarnęłam się szybko i poszłam spać. O 3 nad ranem obudzili mnie właściciele bagażów. Wstałam o 7 i postanowiłam korzystać z dnia. Na początku brałam pod uwagę opcję z czekaniem na budzik, ale stwierdziłam, że skoro mój organizm chce już zwiedzać, to nie ma co go powstrzymywać. W hostelu dostałam mapkę z najważniejszymi atrakcjami w mieście.

 

Co oferuje Piza?

Piza zaraz po wschodzie słońca jest bardzo przyjemna.

 

piza

 

Puste i czyste ulice, ciche odgłosy leniwie krzątających się w domach ludzi, zapach poranka. Przespacerowałam się do pl. Vittorio Emanuele II, później z pomocą pizańczyków znalazłam mural Keith’a Haring’a,

 

Keith Haring
Mural Tuttomondo został wykonany w 1898 roku

 

zrobiłam window shopping zamkniętych jeszcze sklepów przy ul. Italia Corso, uwieczniłam kilka rzeźb, m. in. Ulissesa.

 

ulisses, piza
Ulisses, czyli inaczej Odyseusz

 

art piza
Tych już nie pamiętam, ale uważam, że warto zobaczyć wszystkie

 

 

Bardzo urokliwe jest również przejście przez most na rzece Arno – tutaj Piza zdobywa kolejny punkt i podnosi się w rankingu włoskich miast 😉 Podobno turyści uwielbiają Lungarno, czyli nabrzeże, jednak o 8 rano spaceruję tutaj praktycznie samotnie.

 

arno
Kamienice, wybudowane w średniowieczu i renesansie, należały do bogatych włoskich rodów

 

arno
I wersja pod wschodzące słońce

 

Wreszcie pomiędzy kamienicami zobaczyłam Krzywą Wieżę. czyli Torre Pendente.

 

krzywa wieża w Pizie

 

Kierując się w jej stronę przedostałam się przez ulicę ze sklepikami i dotarłam na trochę już zatłoczonym Piazza dei Miracoli, zwany kompleksem Duomo. Baptysterium, katedra, muzeum, opera, wieża i coś jeszcze tworzą architektonicznie przepiękną przestrzeń, nawiązującą do kultury islamskiej. Idealna trawa, idealne rzeźbienia i idealne niebo na zawsze pozostaną na moich zdjęciach 😀

 

duomo

Wpadłam na chwilkę do Baptysterium:

 

baptysterium w pizie

 

baptysterium w pizie

 

baptysterium w pizie

 

Myślę, że nie warto wchodzić do budynków…

Ale z zewnątrz zobaczyć je trzeba. Muzeum akurat było zamknięte, więc się nie wypowiem. ️

 

Katedra Santa Maria Assunta, czyli katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
Katedra Santa Maria Assunta, czyli katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

 

Wracając wstąpiłam na kawę przy placu Vittorio Emanuele II. Bardzo przyjemnie obserwuje się niedzielne życie Włochów, wciąż jeszcze poranną porą. Kawa jak zwykle pyszna i tania: 1.4 euro. Muszę się Wam przyznać, że to był pierwszy moment, kiedy poczułam, że jednak lubię podróżować z ludźmi. Zwłaszcza tymi, którzy też uwielbiają kawę 😉

 

kawa

 

10.54 wsiadłam do pociągu do Florencji (8.70 euro) i prawie przegapiłam stację, bo pochłonęła mnie literatura. No nic, takie życie. Często podróżuję sobie właśnie po to, aby znaleźć czas na czytanie. Wszystkie piękne widoki, nowe miejsca i muzea są tylko przy okazji. Od czytania ważniejsi są jedynie ludzie 🙂