Wracam do Was z kolejnym wywiadem. Po Ani, Agnieszce, Martynie i Weronice, przyszedł czas na Ewę (Mewa w locie). W jej przypadku Gen Podróżnika z całą pewnością nie został odziedziczony. Jak to się stało, że spakowała plecak i poleciała do Tajlandii? Czego się boi najbardziej i co ją jara? Przeczytajcie 🙂

Jak to się stało, że zaczęłaś podróżować?

W sumie to nie wiem, bo u mnie w domu nikt nie podróżuje. Mam całą rodzinę domatorów. Mama nie rozumie wyjazdów, wyciągnąć gdzieś moją siostrę to jakaś jazda. Także nie wiem, po kim to mam.

Zaczęło się przypadkiem od wyjazdu do Tajlandii. Mieszkał tam mój znajomy i któregoś dnia napisał, że są bilety czarterowe za 500 zł. I to była moja pierwsza w życiu samotna podróż i na dodatek do Azji.

Kiedy to było?

Stosunkowo niedawno, bo cztery albo pięć lat temu, ale dla mnie to było coś. Jestem laską ze wsi, nigdy nie miałam wakacji, nigdy nigdzie nie jeździłam. No dobra, miałam trip ogórkiem po Europie, ale dotarliśmy tylko do Amsterdamu i się zepsuł. Niby mnie nosiło, ale nie miałam tak, jak niektórzy moi znajomi, którzy całe życie gdzieś wyjeżdżali, coś robili, coś widzieli. Ja nie byłam nigdzie. Raz tata zabrał nas na rodzinną wycieczkę do Lichenia.

Znam te emocje, też jako dziecko miałam podobną historię 😀

Chciałabym to podkreślić: do Lichenia! Na zdjęciu pamiątkowym wszyscy pozujemy, a mój tata trzyma obraz Maryi. Najlepsze jest to, że nigdy nie był super religijny.

Zdecydowałaś się jednak samodzielnie pojechać do Tajlandii…

To był dla mnie jakiś kosmos, ta odwaga i w ogóle. Mój znajomy mieszkał w Chiang Mai, a ja wylądowałam w Bangkoku. Nie wiedziałam, czy się dogadam, czy cokolwiek ciekawego się tam wydarzy, ale byłam tak podjarana i dumna z siebie wewnętrznie, że mi się to udaje ogarnąć. Wyszłam z lotniska w Bangkoku, ogarnęłam taksówkę i pojechałam w miejsce, gdzie stały autobusy. Sprawdziłam bilety, wiedziałam o której jest odjazd. Potem dogadałam się z taksówkarzem, aby mi zrobił objazdówkę po mieście. Wszyscy mnie straszyli, abym pamiętała o uruchomieniu taksometru, ja oczywiście pojechałam bez i pan taksówkarz na koniec oddał mi część pieniędzy dlatego, że jestem taka uczciwa i że mu zaufałam. No hit! Ja mam z Tajlandii super wspomnienia.

Gdzie pojechałaś po Bangkoku?

W nocy pojechałam do Chiang Mai. Znajomy dużo pracował, więc miał dla mnie mało czasu. Wszędzie chodziłam sama i byłam z siebie bardzo dumna. Tam po raz pierwszy poczułam głód podróży. Właśnie tam rozbuchała we mnie chęć podróżowania, te emocje i podjarka, że sobie idę ulicą, a tu palmy 😀 Ja nie wiem, czy ja wcześniej widziałam palmy… Chyba nigdy.

Dla mnie to była taka największa przygoda życia. Znajoma kumpla, z którą się zaprzyjaźniłam, zabrała mnie na wycieczkę do dżungli. Jadłam tam jakieś mrówcze jaja. Byłam mega podekscytowana.

Ale na Tajlandii się nie skończyło…

Wróciłam, miałam nocleg w Polce i od razu poleciałam do Barcelony. Jeszcze z głową w Tajlandii, taka podekscytowana. Wewnątrz mnie obudziło się dziecko, które się mega cieszyło ze wszystkiego, co je otacza. Że totalnie inny świat, że sama, że taki długi lot. To było dla mnie niesamowite. I jeszcze ten maraton, że przylatuję, przepakowuję się i lecę dalej, sprawiło, że zaczęłam chcieć więcej. Od tego się wszystko zaczęło.

Pracowałaś w Niemczech, byłaś w Tajlandii, ale co się stało, że pokochałaś podróże? Czego oczekiwałaś?

No chyba właśnie niczego. Byłam takim dzieciakiem, który nie widział świata i mnie ciągnęło do wszystkiego. Nie miałam oczekiwań, że coś się gdzieś wydarzy albo że coś konkretnego zobaczę. Mój znajomy mieszkał w Hiszpanii i zaprosili mnie do siebie. Jak tam leciałam, to czułam się totalnie w innym świecie: palmy, dwie wody spotykające się w Tarifie i świadomość, że tam gdzieś płynie prom do Afryki… To było dla mnie tak niepojęte! Czułam się jak dziecko, które czytało o tym w książkach, ale to nie mogło istnieć naprawdę. Nagle znajomy mi mówi, że z miejsca, na które patrzę, wypływają promy do Afryki. To się nie dzieje! Afryka? Przecież ona jest tak daleko.

Podróżowanie bez oczekiwań było bardzo fajne.

Chciałam zobaczyć jak najwięcej, ale nie mogło mnie nic rozczarować, bo ja nie wiedziałam, jak to może wyglądać. A ponieważ muszę być we wszystkim najlepsza, widzieć jak najwięcej i jestem taka mega zachłanna, miałam motywację do zobaczenia kolejnego miejsca, gdy wszyscy z ekipy byli już zmęczeni.

A na jakiej podstawie wybierasz kolejne miejsca?

To są czyste przypadki. Tanzania i Kilimandżaro to cudowny przypadek. Byłam na podwieszanych namiotach w Himalaya Base Camp, poznałam grupę zajebistych lasek, z którymi się na maksa skumałyśmy. Później podczas majowej wędrówki po Tatrach i jedna z nich rzuciła, że przed trzydziestką chce wejść na Kilimandżaro. Ale gdzie, skąd pieniądze, kiedy? Plan zakładał wyprawę we wrześniu. Byłam tak, przerażona, że nie mogłam podjąć decyzji. Wahałam się do ostatniej chwili, ale wiedziałyśmy, że finalnie powiem: TAK. Mimo wszystko sama nie mogłam w to uwierzyć.

W tym roku udało Ci się spełnić jedno ze swoich dużych marzeń…

Tak, były to lasy Amazonii. Odkąd oglądałam Cejrowskiego, latającego po lasach na boso albo w gumiakach, chciałam to zobaczyć. Kilka lat temu poznałam Ewę, która miała dokładnie takie samo marzenie. Ale lata mijały, nic się nie działo. W końcu Ewa do mnie dzwoni: musimy robić Peru. Jedziecie z nami czy nie? Jak mamy jechać? Nie ma forsy, nie jesteśmy przygotowani, temat umarł. Dzwoni do nas za jakiś czas i znów mówi, że musimy jechać. No i się zdecydowaliśmy.

To są cudowne przypadki też dlatego, że spotykam super ludzi na swojej drodze.

Osobiście bardzo lubię zimne kraje, góry, więc chętnie wybieram takie regiony. Szwajcaria była taką destynacją, gdzie bardzo chciałam jechać. Bardzo, bardzo, bardzo. Jak się trafiła okazja, to nie miałam wątpliwości. Islandia też mnie zachwyciła – ta zmienna pogoda, chłodny klimat. Już mieliśmy śnieg. Gdy lecieliśmy do Stavanger w Norwegii, to też byłam strasznie napalona.

A co z takim krajem jak Włochy? Widziałam, że dość często tam bywasz…

Włochy też mi się bardzo podobają, choć jeżdżę tam głównie dla jedzenia. Kocham makaron, kocham pizzę, w ogóle kocham żreć. Jest tam bardzo przyjemny klimat. Staram się wybierać mniej popularne destynacje (o ile takie jeszcze istnieją).  Jak otworzyli Bari i byłam tam 2 czy 3 lata temu, nikt jeszcze tam nie latał. Miałam taką podjarkę, ze fajnie, że jeszcze nigdy o tym nie słyszałam. Zobaczyłam tani bilet i to było to Bari.

Como też chciałam zobaczyć ze względu na góry. Nadmorskie tereny raczej nie, bo ja się po prostu boję wody. Nie wchodzę do mórz, bo mam stracha, że mnie porwie prąd albo coś. Trochę umiem pływać, poruszam się przód, tył. Ale się cykam. Co innego górskie wędrówki, gdzie mogę się zmęczyć, przetyrać, nie mieć siły ruszyć palcem. Lubię to.

Ostatnio byłaś w Umbrii. Co o niej myślisz?

Bardzo mi się spodobała. Wodospad w Terni i okolice tego miasta. Nie mam w ogóle stamtąd zdjęć, bo po pierwsze byłam kierowcą, a po drugie na zdjęciach nie było widać tego piękna i się wkurzałam. Ale cała droga, wielkie zielone góry, ścieżki strome i kręte. Cała Umbria jest tak mało doceniana, a to jest naprawdę przepiękny region. Okolice Narni z położonymi w lesie turbo błękitnymi wodami, gdzie się można kąpać.

Czego tak na prawdę szukasz w podróżach? Co sprawia Ci największą radość?

Myślę, że właśnie to karmienie ciekawości. I świadomość, że nowe czeka za rogiem, że jestem cały czas taka niepewna. Z jednej strony możesz się na coś przygotować, ponieważ świat jest zalany zdjęciami. Możesz sobie wszystko zobaczyć. Ale nikt nie zabierze Ci emocji, które tam powstaną. Właśnie tego dzieciaka, ciekawego, który nie może złapać tchu stojąc na punkcie widokowym albo idąc pod górę, który nie może uwierzyć w to, co widzi. Każde  zobaczone miejsce podsyca moją potrzebę podróżowania.

Zawiodłaś się kiedyś?

Tak… na Islandii. Chociaż to jest jedno z moich ulubionych miejsc, to zorza polarna w wielu przypadkach nie wygląda jak na zdjęciach. Wiadomo, że to zależy od zorzy – bywają bardziej i mniej intensywne. My mieliśmy takiego farta, że widzieliśmy ją trzy lub cztery razy, ale specjalnie celowaliśmy w okres zimowy. No niby każdy Ci mówi, że zdjęcia są specjalnie naświetlane, długi czas, itp. Ale jedziesz i okazuje się, że zorze nie są aż tak spektakularne, jak oczekiwałaś.

Pewnie teraz dużo ludzi mnie zhejtuje, bo jak ktoś widział piękne zorze, to być może mają tak intensywne kolory. W tym samym czasie, w którym my byliśmy, byli inni ludzie i widziałam ich zdjęcia – ich zorza była ekstra, super naświetlona, zielona, podkolorowana, taka fest zorza z marzeń. My wiemy, że ona w realu aż tak nie wyglądała. To nie było jakieś wielkie zawiedzenie, ale to nie było to.

Może takie istnieją ? A czego się boisz w podróżowaniu?

Ja jestem wiecznie wydygana 😀 Niby taki chojrak ze mnie, ale dużo mam rzeczy, których się boję. Na przykład denerwuję się jak wypożyczam samochód, że coś się z nim stanie. I nieważne, że mam pełny pakiet ubezpieczenia. To nie ma znaczenia. Jak byłyśmy z koleżanką w Toskanii i Umbrii i jechałyśmy taką szutrową drogą, to 30 km/h i więcej nie pojadę. Bo na pewno coś się zniszczy. Po prostu mam łeb panikary jeżeli chodzi o rzeczy związane z odpowiedzialnością. Ale nie boję się kradzieży, staram się być odpowiedzialna i czujna, ale z natury jestem bardzo ufna. Po prostu nie przekreślam ludzi z góry.

Boisz się chodzić samej po nocy?

Raczej się nie boję. Byłam kiedyś sama nad Como i do 22.30 nie mogłam się dodzwonić do hotelu, który wcześniej zarezerwowałam. Hotel znajdował się na górze, 6 czy 7 km od centrum miasta. Był grudzień, w Bellagio o tej porze roku nic się nie dzieje. Musiałam się napić wina i przemyśleć, co teraz zrobić. Niedaleko była winiarnia, więc poszłam sprawdzić.

Jakie wino? – pyta typek za ladą

Jakieś takie na dobre myślenie – odpowiadam.

Od słowa do słowa opowiedziałam mu całą historię. Siedziałam u niego z godzinę i rozmawialiśmy. W międzyczasie wysłałam do tego hotelu maila, ale nie dostałam odpowiedzi. Znalazłam nowy pokój, bardzo drogi. Gdy weszłam do środka zadzwonił do mnie ktoś z hotelu.

Człowieku, już mam nerwy zszarpane, mieliście napisane na stronie, że możecie po kogoś podjechać, nie można się do was dodzwonić.

Po 20 minutach podjeżdża ten typ, skóra, długie siwe włosy, związane w kucyk, dwuosobowy, niski, czarny sportowy samochód. Mój mały plecaczek nie mieścił się nigdzie, musiałam go wziąć pod nogi. Taką miał furę… No i wsiadłam. Wysłałam tylko do domu lokalizację, w co wsiadam i pojechałam. Znajomi twierdzili, że dobrze, że im wysłałam lokalizację, bo przynajmniej by wiedzieli, gdzie szukać zwłok. Tylko tyle mogliby mi pomóc ?

Ale warto było?

No jasne, to jest najlepszy hotel. Zapłaciłam bardzo mało, a on był na górze, z widokiem na jezioro i na wschód słońca. Ja tam umarłam ze szczęścia. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Weszłam na balkon, oglądałam, robiłam zdjęcia, cieszyłam się. No dobra, ile można siedzieć na balkonie, przecież już wszystko widziałam. Wracam, siadam w pokoju… A, jeszcze raz sobie wyjdę 😀 I tak z dwadzieścia razy wychodziłam i wchodziłam. Każdemu znajomemu wysyłałam inny filmik z widokiem ?

Także niewielu rzeczy się boję w podróży. Jestem panikarą, że coś się zepsuje i aby mi nikt nie kazał pływać. Zwłaszcza we wzburzonym morzu. Lubię na nie patrzeć, ale nie chciałabym w nim pływać, bo się boję, że mnie porwą fale.

Czyli jeszcze może Cię spotkać morska przygoda. W końcu na jachtach nie musisz dotykać wody ? A masz podróżnika, który Cię inspiruje?

Chyba nie… Obserwuję różnych ludzi. Myślę, że lubię coś w Cejrowskim, lubię to takie boso, takie dziko. To jest moje. Wiadomo, że dużo rzeczy jest pod program, ale  podziwiam to próbowanie różnych rzeczy, otwartość, mniejszy lęk.

Jak byłam w lasach w Amazonii, pływałam, chodziłam, ale gdyby mi ktoś powiedział, że jedziesz do Amazonii i tylko z przewodnikiem zostajecie tam przez dwa tygodnie, to idę w to jak w dym. Cejrowski właśnie opowiada o takich historiach, gdzie szedł, kogoś spotkał i dużo się działo. Takie podróżowanie jest dla mnie ekstra, to są historie, które naprawdę chciałabym przeżyć. Trochę dzikie, trochę niebezpieczne, miejsca, gdzie jeszcze nigdy nikt nie dotarł i ten świat jest nieznany.

A jako dziecko obserwowałaś kogoś? Oglądałaś programy podróżnicze?

Ja nie byłam takim normalnym dzieckiem. Razem z siostrą nie oglądałyśmy telewizji (no może poza wieczorynką), ponieważ miałyśmy wieś. Całe życie spędzałyśmy na zewnątrz. Mając siedem lat jeździłam traktorem. Bardzo szybko nauczyłam się prowadzić samochód, bo trzeba było coś przewieźć na polu. Uważam, że wieś ukształtowała mój charakter. Nie było opcji, aby ktoś czegoś nie umiał, nie można było okazywać słabości.

Nigdy się nie bałam pracy, więc dużo zapierniczałam. Moje dzieciństwo było po prostu inne. Razem z siostrą, bez telewizji, wychowane na książkach. Miałyśmy bardzo bujną wyobraźnię. Mama się bała, że jestem trochę psychiczna. Nawet nie wiesz, jak działa moja wyobraźnia, jak prowadzę samochód w nocy. Staaara! Konie galopują razem ze mną ?

Wiemy już, że bujna wyobraźnia nie przeszkadza, ale jakie cechy charakteru powinna mieć osoba, która bierze się za podróżowanie?

Wydaje mi się, że podróżować może zacząć każdy, ale powinno się dostosować styl podróżowania do siebie. Jedni wolą na dziko, inni bardziej hotelowo. Chciałabym natomiast ustalić jedną rzecz: nie mylmy podróżowania z wyjazdem na urlop. Jak ktoś mi mówi, że pojechał na all-inclusive i że podróżuje, no to ja przepraszam. Jestem w stanie zaakceptować zwiedzanie za dnia i korzystanie z uroków all-inclusive wieczorem. Ale wyjechanie gdzieś i spędzenie tygodnia czy dwóch w jednym hotelu, to nie jest podróżowanie. Co innego przemieszczanie się od hotelu do hotelu. To, co jest pomiędzy, może być prawdziwą przygodą.

Niezwykle ważne jest nieużalanie się nad sobą. Trzeba być zaradnym i otwartym. Jak ktoś nie jest komunikatywny, to ja nie wiem jak się porozumie. Złota zasada: koniec języka za przewodnika idealnie sprawdza się w podróżach.

Co polecasz ludziom, którzy jeszcze nigdy nie podróżowali?

Zawsze odpowiadam tak samo: kupić bilet.

Ale gdzie?

Gdziekolwiek. Tak, aby po prostu spróbować. Jeżeli nie kupisz biletu, to nigdy nie ruszysz. Nie ma szans. Mając bilet, masz już jakiś ostateczny termin, do którego musisz się wyrobić, odważyć, zmobilizować. To nie musi być odległa destynacja, nie każdy chce się rzucać na głęboką wodę. Wystarczy zrobić ten pierwszy krok. Bilet motywuje – musisz się zorganizować, jakoś tam dotrzeć i przetrwać. Ja bookuję noclegi z minuty na minutę, ale nie zawsze tak było! W Chorwacji miałam pierwszy nocleg, a później chodziłam od domu do domu i negocjowałam ceny. Trzeba mieć bilet i się po prostu odważyć.

A jaką destynację byś poleciła?

Gorce. To są moje ulubione góry i myślę, że ja je sobie ukochałam zupełnie bez powodu. One mają coś takiego, co mnie przyciąga. Z racjonalnych argumentów: mają piękne lasy i bardzo łatwe szlaki, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Poza tym z wielu miejsc widać Tatry.

Jak wyruszasz szlakiem z przełęczy Knurowskiej do Studzionek i potem na Lubań, to idziesz i cały czas widzisz Tatry. Nie wiem czy jest coś lepszego niż droga przez las, przez polany, z widokiem na pasmo Tatr. Nie wyobrażam sobie. W ogóle bardzo polecam Polskę i dlatego stworzyłam hasztag #chwalmyswoje. Chcę pokazywać, że Polska jest sztosem.

Z zagranicznych miejsc, to Szwajcaria jest najlepsza. Jakbym tylko miała pieniądze, to chciałabym tam wracać milion razy. 

Słowenia jest ekstra, zrobiła na mnie super wrażenie. W zeszłym roku mieliśmy zrobić samochodem trasę Czarnogóra i Bośnia, ale niestety zepsuł się w Austrii. Typ, który nigdy nikomu nie pomógł, naprawił nam samochód na trochę, ale musieliśmy dokupić część. Zmieniliśmy więc plan i zamiast takiego dalekiego prucia, zrobiliśmy Słowenię, która totalnie mnie zauroczyła. Wszystko jest tam przepiękne: góry, jeziora, lasy i nawet miasteczka. Część z nich kiedyś należała kiedyś do Włoch, więc są bardzo kolorowe. Mają wąskie uliczki. Poza tym w Piranie moja znajoma siedząc na cyplu widziała delfiny. To jest w ogóle sztos.

Szczerze polecam też Peru i Tanzanię, bo to moje ogromne przygody. Wciąż nie wierzę, że tam byłam. Mam wrażenie, że mi się śniło. Ale uwaga, w Tanzanii, mimo tego, że jest pyszna kawa, ciężko się jej napić. Oni mają teraz fazę na kawę rozpuszczalną.

mewawlocie_peru

A jakie miejsce polecasz pod kątem kulinarnym?

Najlepsze jedzenie jest oczywiście w Tajlandii. W Peru, mimo tego, że jest dużo dobrego jedzenia, czy to ceviche czy komosy ryżowe, to do wszystkiego dają słodkie pieczywo. Na koniec w samolocie dostaliśmy słodkie pieczywo nadziewane mięsem mielonym. Myślałam, że się popłaczę. Tak bardzo chciałam zjeść coś normalnego.

Na co zwracasz szczególną uwagę w nowych miejscach?

Myślę, że jest to aktualnie panująca moda. Na przykład w Peru nigdzie nie zrobisz sobie hybrydy. Nie przywożę pamiątek z podróży, ale lubię kolekcjonować różne doświadczenia, Znam się trochę na robieniu paznokci, wiec chciałam zobaczyć, jak oni to robią. Obeszłam całą Arequipę i tam niestety teraz jest faza na tipsy. Druga moda, która u nas też była – wszyscy noszą zwężane spodnie z cienkiego jeansu z mega niskim stanem, ale bez kieszeni. Są turbo gładkie i eksponują każdą niedoskonałość i krągłość. Jak ktoś kucnie, to już katastrofa. Przy takiej bardziej krągłej budowie ciała Peruwianek pasują idealnie 😀

Gdzie będzie Twoja następna podróż?

Z powodu braku pieniędzy, nie ma jeszcze planu. Bardzo bym chciała zrobić objazdówkę po Niemczech. Chce wrócić do tego kraju. Kilka lat temu jeździłam, ale raczej po miastach. Byłam we Francji w Paryżu i w Mec, a także w Luksemburgu. Określiłabym je jako luźne wypady, takie bezpieczne. Przede wszystkim chciałabym tak naprawdę przejechać te Niemcy, zwiedzić miejsca, pogadać, bo po tylu latach znów mam barierę,. I jeszcze teraz mi się wymarzyła Albania.

Marzenia często wydają mi się tak nierealne, że wolę marzyć o realnych rzeczach. W dzieciństwie nigdy nie miałam idola, bo ja nigdy nie myślę o tym, co jest nierealne. Jak uznam, że coś nie ma szansy się wydarzyć, to tego nie ma. Podobnie mam teraz. Jak coś finansowo się nie spina, to po co tracić na to czas. Może kiedyś się uda, ale póki co myślę o czymś, co jest możliwe do zrealizowania teraz.